Uniwersytet Adama Mickiewicza dołączył do światowego grona uczelni, które oszalały na punkcie hasła "LipDub". Brzmi tajemniczo, ale jeśli pamiętacie "Mini Playback Show", w którym wystylizowane dzieciaki śpiewały z playbacku przeboje gwiazd muzyki, nie powinniście mieć problemu ze zrozumieniem tej mody.
Zasady są proste - dobra piosenka, kilkuset studentów-aktorów, scenografia w postaci uczelnianych korytarzy i co najważniejsze - wszystko kręcone jednym nieprzerwanym ujęciem. Jeśli uda wam się sprostać wszystkim tym wymaganiom, możecie łapać za kamerę i pokusić się o stworzenie filmu, który wręcz w hollywodzki sposób będzie promował waszą uczelnię na świecie.
Okazuje się, że takich śmiałków jest całkiem sporo - od Kanady, przez Francję po Turcję, studenci tworzą i umieszczają w internecie swoje klipy. Również i polscy żacy mają się czym pochwalić - ostatnim hitem naszych rodaków jest wersja z Poznania.
- Byliśmy pierwsi w kraju, jeśli chodzi o samą ideę zrobienia polskiej wersji takiego klipu - mówi Marcin Robakowski, reżyser i organizator poznańskiego projektu. - W realizacji wyprzedziły nas dwa uniwersytety, ale nie o pierwszeństwo tu chodzi, lecz o dobrą zabawę. Poza tym, kiedy postanowiliśmy zrobić ten film, zaskoczyła nas bardzo pozytywna reakcja, zarówno samych studentów, jak i pracowników Uniwersytetu.
Lip-dub czyli...
Lip-dub to technika tworzenia teledysków, w którym amatorzy udają, że wykonują daną piosenkę i wzbogacają ją o własną interpretacją wizualną. Termin ten pochodzi od dwóch zjawisk filmowych - lip synchronization (dopasowywanie dźwięku do ruchu warg) oraz dubbing.
Ojcem tej techniki można by nazwać Jakoba Lodwicka, założyciela firmy Vimeo, który w 2006 roku, spacerując ze słuchawkami na uszach nagrał filmik ze swoim podśpiewywaniem, w domu podłożył oryginalną ścieżkę dźwiękową i umieścił go w internecie. Lip-dub bardzo szybko stał się popularny wśród internautów, którzy zaczęli tworzyć setki własnych "piosenek". Wkrótce pojawiły się też grupowe nagrania. A stąd był juz tylko krok do zapoczątkowania nietypowej studenckiej odmiany tej zabawy, którą nazwano University LipDub.
Co studenci robią po zajęciach?
Pierwszy tego rodzaju klip nagrali studenci z Niemiec. Pomysł narodził się w głowie 6 żaków, którym udało się go zrealizować w ciągu jednego semestru. Do projektu zaangażowali ponad sześćdziesiąt osób wraz ze statystami i profesorami. Wynikiem był krótki fascynujący klip, który zabierał widza w podróż po wykładowych salach i i innych częściach budynków uczelni.
Pomysł tak spodobał się innym studentom na świecie, że zaczęli tworzyć jego kolejne wersje. Wkrótce powstała oficjalna strona projektu, na którym można odnaleźć filmiki chociażby z Turcji czy Wielkiej Brytanii. Głównym założeniem całej zabawy stało się pokazanie, że studiowanie wcale nie musi być nudne i ograniczać się do siedzenia nad książkami.
Godziny przygotowań
Oczywiście od pomysłu do realizacji długa droga. Tworzenie klipu to odpowiednia koordynacja kilkuset osób z muzyką, ruchem kamery, choreografią i scenografią. Przygotowania trwają czasem kilka tygodni, ale efekt potrafi być piorunujący. Tak jak w przypadku UAM-u, który swój LipDub nagrał w zeszłym tygodniu, stając się tym samym trzecią polską uczelnią - po Akademii Ekonomicznej w Krakowie i SGH w Warszawie, która postawiła na nietypową promocję.
- Przygotowania do nakręcenia filmu trwały 1,5 miesiąca - zdradza szczegóły realizacji Marcin Robakowski - W samym przedsięwzięciu wzięło udział 230 studentów. Wspierali nas również profesorowie - zarówno od strony aktorskiej, jak i organizacyjnej. Na pytanie, ilu powtórek wymagał cały projekt, student odpowiada: - Zrobiliśmy 10 dubli. Ostatnie podejście okazało się najlepsze.