Szkło kontaktowe
Zimny stadion
13.02| Nie tylko Stadion Narodowy przeżywa ciężkie... 

Podbój
13.02| Polski satelita stworzony przez młodych... 

Prztyczek
13.02| Przypadek posła Adama Hofmana potwierdza, że po... 

Pod linijkę
13.02| Internauci rozgryźli tajemnicę fryzury... 

Niespodzianka
13.02| Zaskoczeniem ostatnich dni oprócz wejścia... 

Pobudka
13.02| Adam Hofman miał chwile triumfu.... 

Fakty
Skarb państwa?
14.02 | Opozycja żąda wyjaśnień i wzywa minister Muchę... 

Karty na stół
14.02 | A u nas prawda, która jest brutalna i premier,... 

Kibol potrafi
14.02 | Kibole Arki Gdynia kontra piłkarze Lechii... 

Wymiar sprawiedliwości
14.02 | Spędził 17 miesięcy w areszcie, oskarżony o... 

Bez wyjścia
14.02 | Mama półrocznej Magdy nie weźmie udziału w... 

Człowiek z gór
14.02 | Kim jest turysta znaleziony w Tatrach? Spał w... 

 
21.06.2007
Maciej Wierzyński
Jak państwo zauważyli nie szło mi prowadzenie  tego blogu
W Ameryce istnieje określenie „ writer's block” ,oznacza ono  niemożliwa do przezwyciężenia niechęć do napisania czegokolwiek.  Coś  takiego chyba  mnie dopadło…  Ale  zdarza się,  że  „writer's block” ustępuje.  Najczęściej na skutek nagłego impulsu, niespodziewanego wydarzenia, wstrząsu uwalniającego zahamowane emocje. To jest mój przypadek. Wstrząsnął  mną zwrot oświadczenia lustracyjnego.
Złożyłem to oświadczenie  po długich wahaniach. Najpierw wahałem czy je  wypełnić, czy  może  przyłączyć się do kontestatorów. Że ustawa lustracyjna była knotem legislacyjnym wszyscy wiedzą, więc czułem  opór przed podporządkowanie się głupiemu  prawu. Z drugiej strony głupich przepisów jest w naszym kraju nieprzebrane bogactwo  i  właściwie obywatel,  któremu zależy na jakim takim ładzie publicznym  powinien protestować kilka razy dziennie. Np. proszę mi wyjaśnić czemu służy obowiązek meldunkowy, albo jakie jest uzasadnienie dla obowiązującej ordynacji wyborczej. Ta ordynacja  dobrze służy jedynie bossom  partyjnym, którzy za pieniądze  wpisują na listy partyjne  rożne  podejrzane indywidua i te indywidua zasiadają potem w parlamencie. Głównie jako posłowie  Samoobrony. Z tego jednak nie wynika, że bojkotuje wybory albo mieszkam bez zameldowania.
Więc zdecydowałem, że złożę oświadczenie lustracyjne. Dla świętego spokoju i żeby nie utrudniać życia memu pracodawcy, który musiałby mnie  wyrzucać  a pewnie, wołałby  tego uniknąć. Kiedy ta niełatwa decyzja była już za mną  miałem  kolejny  problem: co zeznać ?
Współpracowałem, czy nie z organami opresji? Wśród wymienionych w ustawie organów znalazła się cenzura. W PRL – u byłem dziennikarzem przez dwadzieścia lat. Z cenzurą  stykałem się  regularnie. Jako sekretarz redakcji kłóciłem się, spierałem,  ale też układałem i chcąc nie chcąc  na koniec nanosiłem zalecane przez nią skreślania,  nie tylko w tekstach własnych ale i cudzych. Naruszałem więc w ten sposób prawa człowieka i obywatela.
Z drugiej jednak nie czyniłem tego w sposób tajny ale całkowicie jawnie. No więc na kwestionariuszu zaznaczyłem , ze „ nie pracowałem”, „nie pełniłem” i „nie byłem”.   I taki kwestionariusz złożyłem w biurze kadr. Nie pozbyłem się jednak wątpliwości,  bo  z  prawdziwymi organami  bezpieczeństwa miałem też  do czynienia.

Po raz pierwszy,  w roku chyba 1964,  dostałem wezwanie na Rakowiecką. Tam poddany zostałem przesłuchaniu. Przedmiotem przesłuchania była znajomość z amerykańskim szpiegiem. Wystraszyłem się nie na żarty. Ten szpieg to  był przyjaciel mojej rodziny, który przyjechał do Polski z krótką wizytą  z  Ameryki. Nazywał się Stanisław Strzetelski, i był – o czym zresztą nie wiedziałem wówczas  -  emerytowanym dyrektorem nowojorskiego biura Wolnej Europy.  Przebiegu przesłuchania dokładnie nie pamiętam, pamiętam jednak, że na koniec padło pytanie: czy nie wybieram się za granicę. Zeznałem, że w istocie mam zamiar pojechać do Francji.

Moja ówczesna żona, pojechała tam na saksy i pracowała jako kreślarz w jakimś biurze projektów. Była to pierwotna forma emigracji zarobkowej, takiej jak dziś do Anglii czy Irlandii. Różnica jest tylko taka, że teraz wszyscy leją  łzy nad ciężkim losem wygnańców a wtedy ludność 'peerelu' zazdrościła szczęśliwcom, którym udało się wyjechać. Przebicie finansowe było jeszcze lepsze niż dziś. W Francji kupowało się garsonki i płaszcze ortalionowe i słało w paczkach do Polski. Za  jeden ortalion  prestiżowy komis na Nowym Świecie płacił równowartość  miesięcznej  pensji. Żona we Francji i wyjazd  kusiły wizją szybkiego wzbogacenia.

Kiedy ubek usłyszał, że w istocie wybieram się w podroż ożywił się bardzo. Surowość, towarzysząca pytaniom o szpiega, ustąpiła. Pojawiło się ciepło a nawet troska i serdeczność. Radował się, że w młodym wieku będę miał okazje poznać trochę świata i że tą wiedzę z pewnością  wykorzystam dla dobra naszej ojczyzny. Jego pokoleniu takie szanse nie były dane – mówił - a w głosie jego dźwięczała gorycz. Miał tylko jedną prośbę: abym po powrocie zechciał się z nim spotkać i podzielił wrażeniami z podroży. Kiedy wyjąkałem strachliwie, że chyba nie będę miał ochoty, zasmucił się głęboko i rzekł z zmartwiony, że być może ryzykuje odmowę paszportu.
Paszport jednak dostałem. Po powrocie denerwowałem się, ze znowu mnie wezwą ale nie wezwali.

Minęło kilkanaście lat. Byłem już poważnym redaktorem. Wybierałem się do Ameryki na stypendium, załatwione trochę psim swędem,  przez znajomości w ambasadzie amerykańskiej. Tuż przed wyjazdem, do redakcji zgłosiło się dwóch panów. Przedstawili się jako pracownicy kontrwywiadu. Wyrazili radość z powodu mojego wyjazdu i zapytali czy spotkam w Ameryce Strzetelskiego. Odpowiedziałem , że nie spotkam, bo Strzetelski nie żyje. Trochę się zmieszali, ale szybko przeszli do meritum. Będzie Pan tam spotykał różnych ludzi, zobaczy Pan wiele interesujących rzeczy, więc bylibyśmy  radzi wysłuchać  pańskich opinii po powrocie. Usiłowałem ich zniechęcić, że będę jedynie na jakimś odległym od świata uniwersytecie, że mam zamiar siedzieć w bibliotekach, ze nikogo nie zobaczę. Uspokajali że nie chodzi o donoszenie, że oni są z kontrwywiadu. Tłumaczyłem się, że ja się  ani do wywiadu ani kontrwywiadu nie nadaje i na tym się skończyło. Myślałem, że dali mi spokój.

Upłynęło pół  roku, wróciłem do Polski. W kilka miesięcy po powrocie - telefon. Dzwonił kapitan Skonieczny, tak się przedstawił. Chciałby się spotkać. Zaproponowałem restauracje „Ambasador” , w Alejach Ujazdowskich, naprzeciw ambasady amerykańskiej. Wołał jakaś inną. Miałem problemy z samochodem i spóźniłem się na to spotkanie Kiedy się usprawiedliwiałem, kapitan Skonieczny zaofiarował pomoc: zna świetny warsztat. Dziękowałem, ale  nie dawał za wygraną,  wykazywał głęboką  troskę  o dobro mojego samochodu. Krytykował też bezkompromisowo niską jakość usług w państwowych stacjach obsługi. Wreszcie przeszedł do rzeczy. Powiedział, że jest z kontrwywiadu,  broń Boże nie zajmuje się ściganiem opozycji, a  mnie po powrocie z Ameryki będą zapraszali na różne cudzoziemskie  przyjęcia. Przestraszyłem się, że znowu jacyś szpiedzy i  powiedziałem, że  nie będę nigdzie chodził. Na to kapitan, że nie, żebym chodził, jak najbardziej. Tylko żebym mu przy okazji opowiadał  co ich interesuje w naszym kraju, kto tam itp.. Powtórzyłem swoją śpiewkę, że się do tego nie nadaje, na żadne przyjęcie nie pójdę. Kapitan zmartwił się trochę ale nie nalegał. Więcej do mnie nie zadzwonił.

Siedzę teraz nad zwróconym mi oświadczeniem  lustracyjnym i zastanawiam się jak zostałoby ocenione przez IPN. Jako zgodne z prawdą, czy tez kłamstwo lustracyjne? Co z tych rozmów zostało w jakichś teczkach? Czy zarejestrowali mnie jako kontakt operacyjny, OSI czy TW. A może zniechęceni napisali, ze kandydat na TW nie rokuje nadziei, bo to jakiś przygłup, co  ze strachu nie chce chodzić na przyjęcia dyplomatyczne.
Redakcja TVN 24.pl informuje, że wypowiedzi dziennikarzy zamieszczone w blogu portalu TVN24.pl są wyrazem ich osobistych poglądów i nie należy ich identyfikować z linią programową redakcji.
Powiadom znajomego
Średnia waga:
Podyskutuj (13)
11.08.2010 | ~KatolikSzkoda że nic Pan nie napisał o kontaktach z CIA
To byłoby bardziej ciekawe.
POZOSTAŁE WPISY
05.11.2009
14.08.2007
25.07.2007
12.04.2007
22.03.2007
19.03.2007
ARCHIWUM BLOGA
STYCZEŃKWIECIEŃLIPIECPAŹDZIERNIK2012
LUTYMAJSIERPIEŃLISTOPAD
MARZECCZERWIECWRZESIEŃGRUDZIEŃ


 
Piszemy blogi
Informacje dnia
Fotogalerie
 
Magazyny

KROPKA NAD I

„Kropka nad i” to autorski program Moniki Olejnik, w którym dziennikarka...
czytaj dalej »

POLSKA I ŚWIAT

Polska i Świat to codzienny autorski program informacyjny, podsumowujący najważniejsze...
czytaj dalej »

FAKTY LUDZIE PIENIĄDZE

Program, którego pomysłodawcą jest Roman Młodkowski, prowadzi Rafał Wojda.
czytaj dalej »

PROSTO Z POLSKI

Program poświęcony sprawom i problemom, którymi Polacy żyją na co dzień. Autorzy...
czytaj dalej »

JEDEN NA JEDEN

"Jeden na jeden" to autorski program Bogdana Rymanowskiego.

Dziennikarz...
czytaj dalej »

SUKCES PISANY SZMINKĄ

Program o tematyce biznesowej skierowany do kobiet, które realizują się zawodowo na...
czytaj dalej »

INNY PUNKT WIDZENIA

Program Grzegorza Miecugowa, w którym autor rozmawia z czołowymi postaciami świata nauki...
czytaj dalej »

SZKŁO KONTAKTOWE

Program, w którym w luźnej i żartobliwej formie komentowane są wydarzenia dnia.
czytaj dalej »