Nawet 16 lat więzienia grozi pewnemu amerykańskiemu motocykliście, który został zatrzymany za przekroczenie prędkości. Nie z tym jednak związana jest potencjalna kara. O co więc chodzi? Kierowca może trafić za kratki za sfilmowanie policjanta. W USA rozgorzała dyskusja o tym: dlaczego nie wolno filmować funkcjonariuszy.
W marcu tego roku Anthony Graber, sierżant Gwardii Narodowej z Maryland wybrał się na przejażdżkę motorem. Swoją wycieczkę postanowił sfilmować kamerą umieszczoną na kasku. W trakcie jazdy Grabera zatrzymała policja – mężczyzna przekroczył prędkość. Również spotkanie z funkcjonariuszem znalazło się na nagraniu motocyklisty. Film wylądował na popularnym portalu internetowym YouTube, umieścił go tam sam Graber.
W kwietniu policja przeszukała mieszkanie mężczyzny i skonfiskowała komputery. Sam Graber spędził też 26 godzin w areszcie. Teraz grozi mu 16 lat więzienia za nagranie policjanta bez jego zgody.
Ten film obejrzało na portalu YouTube ponad dwa miliony osób. Widać na nim... czytaj więcej »
Wokół całej sprawy - tej konkretnej i w szerszym kontekście: czy można nagrywać policjantów? - od tygodni toczy się w Stanach Zjednoczonych debata. Grupy zajmujące się prawami człowieka twierdzą, że nagrywanie funkcjonariuszy nie jest przestępstwem. Argumentują, że w całej sprawie Graber został ukarany za ujawnienie uchybień w zachowaniu funkcjonariusza – wyjął broń bez wcześniejszego poinformowania, że jest z policji.
Nad tym czy nagrywanie policji powinno być traktowane jako przestępstwo zastanawiają się amerykańskie media, w tym tygodnik „Time”. Przytacza on inne przypadki amatorskich filmów z udziałem policjantów. Na przykład ten z Times Square sprzed dwóch lat. Na nagraniu, który bije ogromne popularności na YouTube, widać jak 24-letni Patrick Pogan podchodzi do jadącego w grupie rowerzysty Christophera Longa i przewraca go. Policjant nie poniósł w związku z całą sprawą żadnej kary.
Walka na argumenty
Jak zaznacza „Time” prawne argumenty prokuratorów na temat „policyjnych nagrań” są wątłe. Jak twierdzą, to naruszenie prawa, ponieważ w niektórych stanach obie strony rozmowy muszą dać pozwolenie na nagrywanie prywatnej konwersacji. Jak pisze tygodnik, luką w ich argumentacji jest słowo „prywatna”. Oficer policji, który dokonuje aresztowania czy przesłuchujący jakąś osobę nie bierze udziału w prywatnej rozmowie.