Szkło kontaktowe Nowe wideo
13.02 | W samochodach pracowników ambasady Izraela w...
13.02 | Mężczyzna, który w poniedziałek wywołał alarm...
13.02| W piątek na własne życzenie płk Mikołaj Przybył...
13.02 | Greccy politycy tną wydatki, które wymusza na...
13.02| Katarzyna W., podejrzana o nieumyślne... Fakty | Tagi: afganistan, usa 13:54, 29.07.2010 /tvn24.pl Władcy światowych tajemnicKTO STOI ZA WIKILEAKS?![]() Fot. PAP/EPAWikiLeaks poskromił już kilkaset tejemnic CIA, rosyjscy emigranci i najlepsi hakerzy świata - wszyscy przewijają się nie tylko w pogłoskach o faktycznym obliczu serwisu WikiLeaks. Jak działa portal, który od początku swojego istnienia opublikował więcej tajnych dokumentów niż wszystkie media świata razem wzięte? A przede wszystkim - kto za tym stoi? To, co świat wie dziś o WikiLeaks, brzmi niekiedy jak akapity wyjęte z taniego kryminału o spiskowej teorii dziejów. Według udostępnianych przez serwis informacji – dodajmy nielicznych – stronę w 2007 roku mieli założyć chińscy dysydenci, dziennikarze, matematycy i informatycy z USA, Tajwanu, Europy, Australii i RPA.Nie mniej egzotyczny wydaje się skład grupy doradczej serwisu, która przegląda przesyłane na stronę materiały – mają w niej zasiadać kryptografowie, rosyjscy emigranci, uchodźcy z Tybetu, a nawet były analityk amerykańskiego wywiadu. Wszystko to pod płaszczem organizacji non-profit, która swoje serwery rozsiała po różnych zakątkach świata, takich jak Szwecja czy Belgia. Jak w kilka lat WikiLeaks z mało znanej grupy „informacyjnych aktywistów” - bo tak siebie nazywają – stała się znaczącą polityczną siłą z pierwszych stron gazet? Tajemnica tkwi w tajemnicach, a dokładnie w tym co i w jaki sposób serwis ujawnia światu. Przecieki z pierwszych stron gazet Zanim światło dzienne ujrzało 90 tysięcy dokumentów o Afganistanie, WikiLeaks zanotował kilkanaście innych spektakularnych przecieków. Ujawnił miedzy innymi materiały dotyczące korupcji władz w Kenii (za co w 2009 roku dostał nagrodę Amnesty International), setki materiałów o nieuczciwych działaniach wielkich holdingów biznesowych, raporty dotyczące operacji w Guantanamo, maile z prywatnego konta Sarah Paulin czy ponad 500 tysięcy pagerowych wiadomości przesyłanych między służbami 11 września 2001. Największym sukcesem portalu okazała się publikacja sprzed kilku miesięcy - nagrania wideo pokazującego strzały do cywili w Bagdadzie. Paradoksalnie przeciek, który przyniósł serwisowi międzynarodowy rozgłos, okazał się też pierwszym przypadkiem naruszenia świętej zasady WikiLeaks o absolutnej anonimowości źródła. Jedynym pocieszeniem dla założycieli serwisu może być to, że nie zawiodła tu technologia czy sposób jego działania. Najsłabszym ogniwem okazał się człowiek, prawdopodobny informator - 22-letni analityk wojskowego wywiadu Bradley Manning, który swoim udziałem w sprawie nieopatrznie pochwalił się przez internet znanemu hakerowi, a następnie został aresztowany przez amerykańskie władze. „Jesteśmy wszędzie” To właśnie dzięki armii takich ludzi jak Manning był możliwy rozwój WikiLeaks. Założyciele serwisu nazywają ich swoimi informatorami i utrzymują, że ujawnianie dostarczanych przez nich informacji czerpie z najlepszych tradycji dziennikarstwa. Ale WikiLeaks daleko do trakcyjnej organizacji dziennikarskiej. Jak podkreślają specjaliści, serwis korzystając z dobrodziejstw internetu, oparł swoje działanie na tzw. idei „crowdsoursingu”, inteligentnego tłumu, czyli sieci amatorów wspólnie działających w jakiejś sprawie. Dlatego nieprzypadkowo portal określając swoją lokalizację na swoim twitterowym koncie wpisał „Jesteśmy Wszędzie”. Portal chwali się ponad 800 współpracownikami - wolontariuszami i 10 tysiącami darczyńców rozsianych po całym świecie. Specjaliści pytani o to, czy można to jeszcze nazwać dziennikarstwem, rozkładają ręce: - Zupełnie nie wiem, jak traktować to, co robi WikiLeaks i nie mówię tego w negatywnym znaczeniu – podkreślał Reutersowi Paul Steiner, były redaktor The Wall Street Journal i szef dziennikarskiej grupy śledczej ProPublica. – Wręcz przeciwnie, to jest zupełnie nowy fenomen. Tożsamość ściśle tajna Narodziny tego fenomenu serwis zawdzięcza prostej zasadzie. WikiLeaks umożliwia każdemu na świecie opublikowania ważnych czy też tajnych informacji w bezpieczny i pozwalający na zachowanie anonimowości sposób. Działa to również w drugą stronę – pozostawione w serwisie dokumenty może analizować i oceniać każdy, kto ma dostęp do sieci. - Bezpieczeństwo procesu przesyłania materiałów do WikiLeaks oparto o dwa filary – tłumaczy portalowi tvn24.pl Piotr Konieczny, konsultant ds. bezpieczeństwa IT z serwisu Niebezpiecznik.pl - Pierwszy to filar techniczny, bazujący na kryptografii asymetrycznej, która zapewnia bezpieczeństwo i poufność połączeń m.in. z bankowością internetową. Drugi to filar prawny, bo informatorzy dodają treści korzystając z serwerów zlokalizowanych w Szwecji i Belgii, czyli w dwóch państwach gwarantujących najlepszą prawną ochronę tożsamości dziennikarskich źródeł. Konieczny wskazuje też na inne możliwości przekazywania plików: – Można to zrobić przy pomocy sieci TOR, stworzonej specjalnie do anonimowej komunikacji lub skontaktować się z redaktorami WikiLeaks przez specjalny chat, zmodyfikowany w ten sposób, że rozmawiający ze sobą internauci nie mają dostępu do technicznych danych, które mogłyby pomóc w określeniu skąd się łączą. Wszystko to zapewnia bardzo szczelną ochronę tożsamości, zwłaszcza jeśli wierzyć serwisowi, który utrzymuje, że zbudowana przez nich technologia szyfruje dane informatorów również przed samymi administratorami strony. – Rzadko wiemy, kto jest źródłem informacji, a jeśli już dojdzie do takiego przypadku, niszczymy tego typu informacje bardzo szybko – zapewniają założyciele. Sponsorowani przez CIA? O tym, jak dobrze na najwyższych szczeblach ocenia się techniczne umiejętności nieznanych operatorów strony, świat i samo WikiLeaks dowiedział się w marcu. Oczywiście z tajnego – i jakżeby inaczej – ujawnionego przez sam serwis raportu służb specjalnych USA. Stworzony w 2008 dokument nie tylko wpisuje portal na listę znaczących wrogów Pentagonu, ale i wskazuje że opracowanie systemu szyfrowania zrozumiałego dla każdego świadczy o wysokim poziomie zdolności technicznych i szerokich zasobach. Autorzy raportu zauważają też, że z tego powodu usunięcie WikiLeaks z sieci nie jest rozwiązaniem na przerwanie jego działalności. Dlatego zalecają różne środki, które mogłyby popsuć wiarygodność strony. - Jednym z rozważanych sposobów walki według tego raportu miało być prześladowanie informatorów, zwalnianie ich z pracy, publiczne procesy. Te działania miały w założeniu przestrzec innych przed dodawaniem nowych treści do WikiLeaks. – mówi nam Konieczny. W raporcie znalazła się jeszcze jedna informacja, która szczególnie rozbawiła pewnego związanego z serwisem człowieka. – Mam nadzieję, że będą kontynuować sprawdzanie tego wątku – naigrywał się w mediach z autorów. Informacją tą okazały się spekulacje, jakoby WikiLeaks była wspierana przez … CIA, a rozmówcą dziennikarzy o specyficznym poczuciu humoru – niejaki Julian Assange. Ten właściwie jedyny znany z imienia i nazwiska „pracownik” serwisu podaje się za jego ojca i od momentu rozkręcającej się kariery portalu stanowi jego twarz w mediach. „Uwielbiam niszczyć sk..synów” Cieszę się mogąc pomagać ludziom słabszym i narażonym na zranienie i uwielbiam niszczyć sk…synów Julian Assagne, założyciel WikiLeaks O Assange wiadomo niewiele. Ten szczupły, przypominający ekscentryczną fryzurą Andy’ego Warhola Australijczyk, kieruje się w życiu dewizą, która pomaga zrozumieć „misję” WikiLeaks: - Cieszę się mogąc pomagać ludziom słabszym i narażonym na zranienie i uwielbiam niszczyć sk…synów – powiedział dziennikarzom Der Spiegel. Media donoszą również, że w wieku 39 lat Assange nie ma domu i podróżuje po świecie z jedną torbą z ubraniami i drugą z komputerem. Ten styl życia, jak i jego poglądy to wynik nieustabilizowanego dzieciństwa, spędzonego w przenoszącej się z miejsca na miejsce teatralnej rodzinie, znanej z aktywnej działalności przeciw wojnie w Wietnamie. To właśnie jako nastolatek miał zaliczyć 37 różnych szkół, zbudować mentalność outsidera i zacząć „eksperymentować” z komputerami, co skończyło się założeniem hakerskiej grupy International Subversives i rzekomym włamaniem do zasobów amerykańskiego ministerstwa obrony. Trafił nawet za to przed sąd w Australii, jednak został skazany na symboliczną sumę, bo uznano, że jego działalność nie przyniosła nikomu szkody. Obsesja byłego hakera Odkąd WikiLeaks wyszło z cienia, Assange rzadko pokazuje się publicznie i jak twierdzi, jest śledzony oraz otrzymuje liczne pogróżki. Jeśli już gdzieś się pojawia to w miejscach, w których jego działalność postrzegana jest jako bohaterstwo, jak podczas entuzjastycznie przyjętych wystąpień na konferencji TED czy w letniej szkole Centrum Dziennikarstwa Śledczego w Londynie. Słuchając tego, co mówił tam fanom i dziennikarzom, można odnieść wrażenie, że ten były haker jest obsesyjnie owładnięty ideą wolności słowa i prasy, a jego wyznaniem może być hasło „lepiej wiedzieć niż nie”. – Pytanie nie w tym, czy to są tajne informacje, ale w tym czy są ważne dla świata i czy mogą dokonać znaczących zmian – argumentował na TED brak skrupułów w ujawnianiu każdej światowej tajemnicy. Ma też specyficzne podejście do mediów – Dziennikarstwo powinno być bardziej zbliżone do nauk ścisłych. Jak tylko jest to możliwe, powinno opierać się na weryfikowalnych faktach. Tylko tak może przetrwać - mówi brytyjskiemu Guardianowi. Jednocześnie stawia WikiLeaks ponad tradycyjną prasę, wskazując, że jego serwis służy publikacji czystych faktów i nie skazuje źródła na łaskę dziennikarza oraz wątpliwości czy ten będzie skłonny zrobić coś z jego materiałem. To już nie przecieki Ale obłudę tego poglądu wytykają ojcowi WikiLeaks chociażby profesjonalni dziennikarze, zwłaszcza w kwestii słynnego wideo z ostrzelania Bagdadu. W jednym z amerykańskich talk-show Stephen Colbert zarzucił swojemu gościowi „emocjonalną manipulację” dostarczonym materiałem. – Wbrew temu co lansowaliście, na wideo widać uzbrojonego człowieka, a rzekomi zabici w ataku pracownicy Reutersa nie zostali zidentyfikowani jako fotografowie. Przycięliście to nagranie, dodaliście mu komentarz i kontrowersyjny tytuł. To już nie jest przeciek, ale czyste redagowanie – wypalił. Przerośnięte polityczne ambicje? Opublikowanie tajnych wojskowych notatek przez WikiLeaks właśnie teraz i z takim rozmachem jest w moim odczuciu celowym działaniem serwisu, który od pojmania Bradley Manninga jest potężnie skonfliktowany z armią U.S.A. Redaktorzy WikiLeaks chcą zapewne przekazać wojsku informację, że złapanie i osądzenie jednego informatora nie zatrzyma machiny WikiLeaks, bo zawsze znajdą się kolejni informatorzy. Piotr Konieczny o kolejnych przeciekach Być może, to jak bronił się Assagne, uchyliło choć część jego autentycznych pobudek. – Publikując takie materiały, robimy to z myślą o osiągnięciu jak największego politycznego wpływu – odpowiadał Colbertowi, potwierdzając opinie niektórych publicystów, jakoby twórcom WikiLeaks nie przyświecały dziennikarskie ale polityczne ambicje oraz pragnienie międzynarodowego rozgłosu. Jak realny może być polityczny wpływ serwisu może świadczyć chociażby to, że przekonał on władze Islandii do przyjęcia specjalnej ustawy czyniącej z tego kraju bezpieczną przystań dla podobnych sobie działaczy. Przepisy pomagają stworzyć z wyspy na wzór podatkowych rajów - prawny raj społeczeństwa informacyjnego. Nie bez znaczenia pozostają osobiste zapędy Assagne: - Zawsze wiedziałem, że ta idea odniesie sukces, inaczej ja i moi współpracownicy nie poświęciłby jej życia – mówił w Guardianie. Zresztą trzeba mu przyznać, że wie jak ten sukces dobrze zareklamować. Po nauczce z bagdadzkim wideo, tym razem ciężar i odpowiedzialność redagowania oraz analizy materiału „zrzucił” na najbardziej wiarygodne media, którym ku ich uciesze miesiąc przed publikacją przekazał 90 tysięcy afgańskich dokumentów. - Opublikowanie tajnych wojskowych notatek przez WikiLeaks właśnie teraz i z takim rozmachem jest w moim odczuciu celowym działaniem serwisu, który od pojmania Bradley Manninga jest potężnie skonfliktowany z armią U.S.A. Redaktorzy WikiLeaks chcą zapewne przekazać wojsku informację, że złapanie i osądzenie jednego informatora nie zatrzyma machiny WikiLeaks, bo zawsze znajdą się kolejni informatorzy - ocenia determinację założycieli serwisu Konieczny. Pikantna prawda z pola bitwy Ale jest coś jeszcze, czego nie znajdziemy na pierwszych stronach gazet. A właściwie ktoś, dla którego bohaterstwo Assagne jest wysoce wątpliwe. Jego skromna i niezbyt często wyrażana opinia jest tym bardziej pikantna, że pochodzi z samego środka organizacji. A należy ona do 74-letniego Johna Younga, szefa bardzo podobnego internetowego projektu Cryptome (ujawniał m.in. tajemnice Microsoftu), który przez kilka tygodni był zaangażowany w tworzenie WikiLeaks, służąc serwisowi swoim wieloletnim doświadczeniem z działalności na rzecz wolności słowa. Assagne Youngiem nie cieszył się jednak długo, bo ten odszedł z portalu, kiedy „zaczął być podejrzliwy wobec jego motywów i możliwości.” Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to … Sam utrzymywałem podobny projekt za 100 dolarów miesięcznie, więc kiedy ktoś wspomniał, że ostatecznym celem jest zdobycie 5 milionów dolarów na działalność serwisu, przykuło to moją uwagę. Przede wszystkich dlatego, że tego typu portal nie powinien działać dla pieniędzy. John Young, działacz który odszedł z WikiLeaks Nietrudno odgadnąć, że Young wskazywał na pieniądze. – Sam utrzymywałem swoją stronę za 100 dolarów miesięcznie, więc kiedy ktoś wspomniał, że ostatecznym celem jest zdobycie 5 milionów dolarów na działalność serwisu, przykuło to moją uwagę. Przede wszystkich dlatego, że tego typu portal nie powinien działać dla pieniędzy - mówił w wywiadzie dla serwisu CNET. – Krytykowałem zbieranie tak dużych funduszy, więc mnie usunęli – wyjaśnił innym dziennikarzom, sugerując, że jedynym sposobem, by w krótkim czasie zdobyć tak wielkie środki, jest pozyskanie ich z podejrzanych źródeł lub od agencji rządowej. Nawet sam Assagne nie kryje, że WikiLeaks w ciągu kilku ostatnich miesięcy dostała ogromne wsparcie finansowe. Po publikacji bagdadzkiego wideo przy pomocy drobnych sponsorów udało mu się uzbierać już milion dolarów. Okazuje się więc, że i władcy światowych tajemnic mają swojego własnego pogromcę. Komentator BBC bez ogródek ostrzega: - John Young przez lata udowodnił swoją wiarygodność i i zaangażowanie na rzecz wolności słowa i jeśli on jest zaniepokojony projektem WikiLeaks, to wszyscy powinniśmy być. Monika Borycka//mat Dodaj do: Władcy światowych tajemnichttp://www.tvn24.pl/12691,1666938,0,1,wladcy-swiatowych-tajemnic,wiadomosc.htmlPodyskutuj (6) 29.07.2010 | ~generał_wieniawaAleż to kolega Putina z pracy:-)) Ależ to kolega Putina z pracy - wcześniejszej. Pozostałe informacje Zamachy na dyplomatów | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() ![]() |
![]() ![]() |





![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |




![]() ![]() |
| Kursy walut | ||
| USD/PLN | 3.1654 | - |
| EUR/PLN | 4.1912 | - |
| CHF/PLN | 3.4664 | - |
| EUR/USD | 1.3240 | +0.0003% |
| Notowania | ||
| mWIG40 | 2434.75 | +1.04% |
| WIG | 41593.3 | +0.91% |
| WIG20 | 2344.79 | +0.85% |








