Tajne wideo w sieci. Armia potwierdza autentyczność
NAGRANIE: WIDZISZ TYCH MARTWYCH DRANI? NIEŹLE...
Reuters
US Army potwierdza autentyczność nagrania, które pokazał portal WikiLeaks. Widać na nim, jak amerykański śmigłowiec, wezwany by pomóc w potyczce z uzbrojonymi Irakijczykami, ostrzelał grupę, w której znajdowali się dziennikarze Reutera. W zdarzeniu z 2007 roku zginęło 12 osób. Materiał pochodzi z kamery strzelającej maszyny.
Major Shawn Turner wyraził ubolewanie z powodu incydentu, ale w oświadczeniu przesłanym CNN zapewnił, że "incydent ten został szybko zbadany i nigdy nie próbowano ukryć żadnych aspektów tamtego zaangażowania (amerykańskich sił)". Jak tłumaczył rzecznik po poniedziałkowej publikacji materiału, dochodzenie prowadzone po tamtej strzelaninie "wykazało, że działające siły (amerykańskie) nie wiedziały o obecności dwóch reporterów, a wszystkie dowody wskazywały, że atakują one uzbrojonych powstańców, a nie ludność cywilną".
Wcześniej autentyczność nagrania potwierdzali w rozmowach z agencjami Reutera (której przedstawiciele nie zostali wpuszczeni na prezentację nagrania) i AP, anonimowi przedstawiciele amerykańskiego wojska.
"Pozwól nam strzelić"
Zaprezentowany film trwa kilkanaście minut. Na nagraniu z kamery pokładowej amerykańskiego śmigłowca widać jedną z ulic w Bagdadzie i grupę osób, które piloci uznali za bojowników. Na miejsce zdarzenia śmigłowiec wysłano na pomoc ostrzeliwanemu przez iracką bojówkę oddziałowi lądowemu.
W pewnym momencie żołnierze komunikują, że jeden z mężczyzn ma wyrzutnię rakiet. Chwilę później otwierają ogień. Serie padają kilkakrotnie. Ostrzeliwani uciekają, kryją się przy budynkach.
Potem na ulicy zatrzymuje się miniwan, do którego cywile próbują wnieść postrzelonego dziennikarza Saeeda Chmagha. Samochód też zostaje ostrzelany. Prośba o pozwolenie na strzał pada kilka razy.
Wcześniej żołnierze ze śmigłowca komentują między sobą: - O, popatrz na tych martwych drani. - Nieźle - rozmawiają, patrząc na leżące na ziemi ciała.
12 ofiar
W sumie w ostrzale ginie 12 osób, w tym dziennikarz Reutera Namir Noor-Eldeen i jego wspomniany współpracownik Chmagh, a dwoje dzieci – pasażerów miniwana - zostaje rannych.
Żaden z zastrzelonych, jak wynika z filmu, przez cały czas trwania ostrzału nie podejmował wrogich działań wobec amerykańskich żołnierzy. Taka była przecież pierwsza wersja Pentagonu. Armia USA powtarzała od początku, że helikopter, z którego padały strzały, zaangażowany był w operację zwalczania wrogich sił. Z grupy ostrzelanych osób broń ma przy sobie na pewno jeden mężczyzna (ale wówczas nie był to na ulicach Bagdadu rzadki widok).
Według WikiLeaks zamieszczone na ich portalu wideo dowodzi, że pogwałcone zostały amerykańskie zasady prowadzenia walki. Portal opublikował też oświadczenie redaktora naczelnego Reutera Davida Schlesingera, który powiedział, że film jest "dowodem na zagrożenia związane z dziennikarstwem wojennym i tragedie, które mogą nastąpić".
Wstrząsające nagranie w ciągu kilku godzin trafiło na czołówki większości światowych mediów.
"Przypadkowe morderstwo"
Strona WikiLeaks prowadzi kampanię na rzecz wolności informacji, publikując tajne rządowe i korporacyjne dokumenty online. Wideo, które pojawiło się na ich stronie w poniedziałek, ma tytuł "collateral murder", czyli "przypadkowe morderstwo" (od "collateral damage", termin oznaczający przypadkowe ofiary wojny).
Wikileaks publikuje anonimowe przecieki wrażliwych dokumentów, które, jak twierdzą jego organizatorzy, pochodzą ze źródeł rządowych, korporacyjnych lub religijnych. Nie ujawnia tożsamości osób, które dostarczają im informacje.
Portal istnieje od 2006 roku. Przez cztery lata wielokrotnie był atakowany, tak przez władze, jak i instytucje, których dotyczyły publikacje (głównie banki). WikiLeaks stale apeluje o pomoc, bo boryka się z dużymi problemami finansowymi. Działalność portalu wielokrotnie była też zawieszana. Ostatni raz w lutym tego roku.
Tajne wideo w sieci. Armia potwierdza autentycznośćhttp://www.tvn24.pl/12691,1650863,0,1,tajne-wideo-w-sieci-armia-potwierdza-autentycznosc,wiadomosc.html