Dramatyczna walka o dzieci Kibole pod polską ambasadą
"ODZYSKALIŚMY JEDNO DZIECKO, DRUGIE UZNAJEMY ZA PORWANE"
btv.bg
Walczący ze sobą rodzice, przerażone dzieci i wściekły tłum miejscowej ludności. Do dramatycznych scen doszło w Bułgarii, podczas próby odbicia przez Polkę i naszych dyplomatów polsko-bułgarskich dzieci, które wbrew prawu przetrzymywał ich ojciec. - Zostaliśmy otoczeni - mówi portalowi tvn24.pl polski konsul.
Ta sprawa budzi w Bułgarii ogólnonarodowe emocje. Zajmują się nią główne media, angażują zwykli ludzie. W piątek wieczorem pod polską ambasadę w Sofii przyszło kilkudziesięciu członków nacjonalistycznej partii WMRO oraz kiboli klubu piłkarskiego Lewski. - Byli agresywni, wykrzykiwali obraźliwe hasła, wzywali do "obrony Bułgarii" - opowiada portalowi tvn24.pl pracownik ambasady.
- O tej sprawie mówi większość bułgarskich mediów, stąd te emocje. Spodziewamy się, że manifestacje nie ustaną tak szybko - mówi Wojciech Gałązka, polski konsul w Sofii. Przypuszczenia konsula Gałązki okazały się prawdziwe: na niedzielę zapowiedziano protest na większą skalę.
Chodzi o dwójkę polsko-bułgarskich dzieci: 7-letniego Pawła i 9-letnią Nikoletę. Ponad rok temu, ich ojciec - Bułgar, wywiózł dzieci z Polski do swojego kraju. Od tamtego czasu matka - Polka (na filmie drobna brunetka w krótkiej białej kurtce) - walczy o ich odzyskanie. Nie jest to jednak proste. Kiedy w środę, wraz z polskim konsulem pojawiła się w ich bułgarskim domu, została brutalnie zaatakowana. Dantejskie sceny, podczas których dochodzi do rękoczynów, uchwyciła bułgarska telewizja.
Wszystko działo się w Asenowgradzie, miejscowości w centralno-wschodniej Bułgarii, gdzie dzieci z podwójnym - polsko-bułgarskim obywatelstwem mieszkają wraz z ojcem, Todorem Wasiljewem.
Konsul Wojciech Gałązka (relacja ze środy)
Konsul Karolina Bykowska
W poniedziałek, decyzją bułgarskiego sądu, Paweł i Nikoleta miały trafić pod opiekę matki. Tak się jednak nie stało. We wtorek odebranie dzieci ojcu również zakończyło się fiaskiem. Kolejną próbę podjęto w środę. - Właśnie na ten dzień sędzia wyznaczyła termin egzekucji przymusowej - mówi portalowi tvn24.pl konsul Wojciech Gałązka, uczestnik zajścia.
Czteroletni Leonardo urodził się we Włoszech. Jego rodzice - on Włoch, ona... czytaj więcej »
Do Asenowgradu matka przyjechała wraz z polskim konsulem, tłumaczką, przedstawicielką ministerstwa sprawiedliwości Bułgarii, sędzią wykonawcą, psychologiem i osobą z opieki społecznej. Wszystkich eskortowała policja.
Na miejscu rozgorzała prawdziwa walka. Kiedy matka próbowała odebrać swoje dzieci, doszło do przepychanek. Tłum towarzyszący ojcu ruszył na policję. Delegacja została zaatakowana. - Matka wzięła obydwoje dzieci. W tym momencie zarówno rodzina, jak i osoby postronne, które były tam obecne rzuciły się na pomoc ojcu - relacjonuje dyplomata. Obecność policji na niewiele się zdała. - Policja nie dała rady zapanować nad sytuacją - przyznaje konsul.
Mimo to, udało się zabrać jedno dziecko, dziewczynkę, do samochodu.
Mama jest chora na alkoholizm, ona pije wódkę i robi głupoty
Paweł
Wtedy emocje sięgnęły zenitu. Zwolennicy ojca uwięzili w aucie konsula i dziecko. - Siedzieliśmy w samochodzie otoczeni przez tłum. Dochodziło do takich sytuacji, że ludzie wczołgiwali się pod samochód, kładli pod kołami, by uniemożliwić nam odjazd - opisuje Gałązka. Zamieszanie trwało prawie dwie godziny. W końcu udało się delegacji wyrwać z pułapki.
Chłopiec został przy ojcu. - Drugie dziecko zostało gdzieś uprowadzone - mówi.
Rany gryzione
Według relacji Gałązki, w przepychankach ranna została matka - padł cios ze strony ojca. Kobieta została też ugryziona w policzek. Ucierpiała również tłumaczka. - Została ugryziona przez jedną starszą kobietę - opowiada wstrząśnięty tym, co zaszło, konsul.
W czwartek rano Polka poddana została obdukcji. W tym samym czasie, na antenie bułgarskiej telewizji ojciec dzieci, o które toczy się walka, tłumaczył: - My wcale nie ukrywamy dzieci, ale proszę zobaczyć, jaka jest ich wola.
Beata Mosebach, Polka, żona obywatela Niemiec, która od ponad roku ukrywała... czytaj więcej »
Uprowadzone rok temu
Wydarzenia ostatnich dni to wynik toczącej się od ponad roku sprawy.
Wszystko zaczęło się na początku kwietnia 2008 roku, kiedy to Todor Wasiljew, pod nieobecność matki, wywiózł dzieci do Bułgarii.
Wówczas matka zwróciła się o pomoc do polskich służb dyplomatycznych w Bułgarii. Rozpoczęła się prawno-sądowa batalia. We wrześniu ubiegłego roku, przed bułgarskim sądem odbyła się pierwsza rozprawa o przyznanie praw do opieki nad dziećmi. Wyrok sądu? Dzieci powinny być przy matce. Nie udało się. W styczniu br. doszło do drugiej rozprawy w Sądzie Apelacyjnym. I znowu sąd stanął po stronie kobiety - to matce należy się pełnia praw do opieki nad dziećmi, orzekł. Rezultat? Prawie żaden.
Trudna sprawa
O całej sprawie opowiada portalowi tvn24.pl konsul Karolina Bykowska (obecnie na urlopie macierzyńskim), która do marca tego roku pilotowała sprawę. To ona, na prośbę matki, już po uprowadzeniu dzieci, kilka razy odwiedzała Pawła i Nikoletę w Asenowgradzie. Zapewnia, że nic nie wskazywało na to, żeby dzieciom działa się krzywda. - Do samego wychowania, warunków, w jakich dzieci przebywały nie miałam specjalnych zastrzeżeń. Wydawał się to normalny dom. Normalny tzn. dzieci miały swój pokój, było czysto, nie płakały - opowiada.
Zmiany na gorsze
Z czasem sytuacja radykalnie się zmieniła, a konkretnie zachowanie dzieci. - Kiedy byłam u nich tydzień po przyjeździe do Bułgarii, dzieci mówiły tylko po polsku. Kiedy byłam po kilku tygodniach, okazało się, że mówią tylko po bułgarsku i nie chcą ze mną w ogóle po polsku rozmawiać - relacjonuje Bykowska.
Ona jest uzależniona od alkoholu, co roku się leczyła. Nie piła cały rok, ale potem przychodził taki moment, że leczyła się esperalem.
Todor Wasiljew
Nie wyglądało to dobrze. Polska konsul nie ma wątpliwości, że dzieci były nastawiane przeciwko matce. Podczas każdego spotkania, czy rozpraw w sądzie wciąż powtarzały te same, jakby wyuczone zdania. Wszystkie wymierzone w matkę, mówi. "Mama jest alkoholiczką", "chcę zostać w Bułgarii" - powtarzali jak mantrę obydwoje. Na filmie z próby odbicia widać dzieci, które wyraźnie nie chcą wracać do matki.
Paweł: Tu jest mój tatuś
Siedmioletni Paweł to samo mówił w bułgarskiej telewizji. - Mama jest chora na alkoholizm, ona pije wódkę i robi głupoty - mówił chłopiec, wdrapując się na kolana taty. - Głupoty? - Klnie, używa brzydkich słów - dodał po namyśle maluch. Dlaczego chce zostać w Bułgarii? - Tu jest mój tatuś. Mam też dużo przyjaciół - przekonywał mały Paweł.
O alkoholowych problemach kobiety pisze też wysokonakładowy bułgarski dziennik "24 czasa". "W sądzie dzieci opowiadały, jak podczas Wigilii ich matka kompletnie pijana spała na wersalce, a one z ojcem ubierały choinkę. Mimo to, sąd przyznał prawa Barbarze, a orzeczenie potwierdził sofijski sąd apelacyjny" - czytamy w gazecie.
"Prostytutka, alkoholiczka, członek mafii"
W całej sprawie mnóstwo jest nienawiści, oskarżeń. Jak mówi Bykowska, Wasiljew nie raz bezpardonowo atakował matkę swoich dzieci. - Ojciec oskarżał ją o wszystko co najgorsze: prostytucję, alkoholizm, przynależność do mafii - mówi konsul. Jej zdaniem, oskarżenia te są raczej nieprawdziwe.
- Moje dziecko wie, że walczyłam o niego i że go bardzo kocham -... czytaj więcej »
Bułgar twardo trzyma się swojej wersji wydarzeń. Przed telewizyjnymi kamerami oznajmił: - Ona jest uzależniona od alkoholu, co roku się leczyła. Nie piła cały rok, ale potem przychodził taki moment, że leczyła się esperalem. - Jesteśmy w Unii Europejskiej, a sprawa została ukartowana. Moje dzieci mają dwie wzorowe charakterystyki socjalne. Żądam od prokuratury przeprowadzenia pełnej kontroli - żali się w rozmowie z gazetą ojciec dzieci, Todor Wasiljew.
A co o Wasiljewie mówi Bykowska? - Jak dla mnie ojciec był niezrównoważony psychicznie. W obecności sądu nie potrafił się opanować, wychodził z sali, trzaskał drzwiami - zapewnia. I z oburzeniem dodaje: - Potrafił mi grozić. Dzwonił do mnie i mówił, że to moja wina, że sąd orzekł, że dzieci mają być przy matce, że wyjadą z Bułgarii.
Co dalej?
Wojna będzie trwać, dopóki ojciec nie pogodzi się z orzeczeniem sądu. A matka nie odzyska syna. - Kobieta i odzyskana córka zostaną otoczone opieką konsularną - zapewnia konsul Gałązka. - Jeśli chodzi o drugie dziecko, to ma ono "status" porwanego. Policja bułgarska rozpocznie poszukiwania listem gończym - deklaruje dyplomata.
Ojciec dzieci został w piątek przyjęty przez Gerganę Pasi, minister do spraw europejskich. Podczas rozmowy oświadczył, że jego córkę odurzono i wywieziono pod przymusem. Wasiljew domagał się spotkania z Andrzejem Papierzem - ambasadorem RP.
Dramatyczna walka o dzieci Kibole pod polską ambasadąhttp://www.tvn24.pl/12691,1602761,0,1,dramatyczna-walka-o-dzieci--kibole-pod-polska-ambasada,wiadomosc.html