Szkło kontaktowe Nowe wideo Fakty | 16:01, 12.03.2010 /tvn24.pl "Zostaliśmy zmanipulowani"KOSEK: ZAGROŻENIE STWARZALI KAPICA I KAMIŃSKITVN24 Na hazardzie się nie zarabia, hazard nie uzależnia, a afery hazardowej w ogóle nie było - takie "prawdy" usłyszeli od biznesmena branży hazardowej Jana Koska - jednego z bohaterów afery hazardowej, sejmowi śledczy. Piętnował też wiceministra finansów Jacka Kapicę i byłego szefa CBA, jako tych, którzy zagrażają interesom ekonomicznym państwa. - Zostaliśmy trochę zmanipulowani. Pan Kosek mówił, że jest chory, a urządził festiwal oskarżeń - komentował na gorąco w przerwie posiedzenia poseł Lewicy Bartosz Arłukowicz. Przesłuchanie trwało ponad pięć godzin. Komisja hazardowa przesłuchała Jana Koska na posiedzeniu wyjazdowym - w Krakowie. Zwrócił się o to świadek, który jest chory. Na swoją wyraźną prośbę zeznawał bez udziału kamer (dziennikarze mogli się jedynie przysłuchiwać temu, co mówił, ale z drugiej sali, nie patrząc na niego)."Nie jestem królem, baronem ani rekinem hazardu" Rozpoczynając swobodną wypowiedź (trwała w sumie prawie 1,5 godziny), Kosek podziękował za uwzględnienie jego problemów zdrowotnych. Potem przekonywał, że nie jest królem, baronem ani rekinem hazardu. Zaprzeczył, aby był właścicielem 20 salonów gier. - Można działać aktywnie w branży i nie być posiadaczem latyfundiów hazardowych. Nie posiadam i nigdy nie posiadałem udziałów w spółce, która ma kasyna. Moja jedyna własność związana z rynkiem gier to 10 proc. udziałów w spółce, w której pracuję - powiedział Kosek, wyjaśniając, że została założona w 1993 r. i miała 16 punktów gier o niskich wygranych. - Gdyby zmierzyć udział w rynku to posiadamy 2 proc. rynku - dodał. "Zagrożeniem Kapica i Kamiński" Poseł Arłukowicz: Zostaliśmy trochę zmanipulowani Posłanka PiS Beata Kempa o oświadczeniu Jana Koska Poseł PiS Zbigniew Wasserman o Janie Kosku Kosek tłumaczył, że jest wiceszefem Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady, ale - jak podkreślił - choroba wyeliminowała go z aktywnej działalności. Jego działalność nie stanowiła - jak dowodził - zagrożenia dla interesów państwa. Owo zagrożenie stwarzali - w jego opinii - wiceminister finansów Jacek Kapica (Kosek rozmawiał o tym, jak usunąć Kapicę ze stanowiska - red.) i były już szef CBA Mariusz Kamiński. Pierwszego z nich biznesmen oskarżył o to, że chciał wprowadzić dopłaty do gier, na których - według Koska - straciłby budżet państwa. Drugi wywołał aferę hazardową, której w ogóle nie było. - Rozpętano wojnę, w której przegrywają wszyscy, także państwo - przekonywał Kosek. Zdaniem biznesmena, gdyby dopłaty do gier zostały wprowadzone, skorzystałyby kasyna w innych krajach Europy. - Za pieniądze z dopłaty można dolecieć do takiego kasyna. A za resztę zagrać. Te dopłaty nie uderzały wprost w kasyna, tylko w graczy - przekonywał Kosek. Zarzucił wiceministrowi Kapicy, że przygotował w błyskawicznym tempie projekt ustawy prohibicyjnej (hazardowej, którą po wybuchu afery hazardowej w ekspresowym tempie przyjął Sejm - red.), czym "dał dowód godnej podziwu dyspozycyjności". - Wymóg konsultacji społecznych został załatwiony rutynowo. Związek (Związek Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne, w którym działa Kosek - red.) dostał 24 godziny na ustosunkowanie się do projektu. W podobnym stylu rozprawiono się z problemem notyfikacji w Komisji Europejskiej - stwierdził biznesmen. Ani wcześniej, ani potem nikt żadnych działań w tym zakresie nie podejmował. Żadnych Kosek o rzekomej próbie usunięcia Kapicy Skompromitować Kapicę? Świadek zaprzecza Z materiałów CBA, które ma komisja hazardowa wynika, że Kosek wraz z innym biznesmenem od hazardu Ryszardem Sobiesiakiem zamierzali doprowadzić do usunięcia Kapicy ze stanowiska. Miały go obciążyć zarzuty korupcyjne. "Najlepiej będzie wyrzucić ministra i tę jego dyrektorkę". "S...syn bierze łapówy" i że "ch... nie chce dobrze dla Skarbu Państwa" - mówili biznesmeni. Kosek twierdził jednak przed komisją, że nie podjął żadnych działań, by usunąć Kapicę ze stanowiska. - To było wypowiedziane w jakichś emocjach. To rozmowa prywatnych ludzi - oświadczył. Kiedy śledczy przypomnieli mu, że w innej rozmowie z Sobiesiakiem pojawił się pomysł usunięcia wicedyrektor departamentu odpowiedzialnej za rynek gier, Kosek stwierdził: - Jeśli się ocenia działania jakiegoś organu źle, to się mówi, że najlepiej, żeby przyszedł ktoś, kto się lepiej na tym zna. A potem powtórzył, jak mantrę: - Nie podjęliśmy żadnych działań. To były gdybania w prywatnych rozmowach i tylko tyle. Kosek: Znam Chlebowskiego, długo rozmawialiśmy Biznesmen przyznał, że zna byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego od 2001 r. (ich rozmowy są w stenogramach CBA, wynika z nich, że Kosek wraz z Ryszardem Sobiesiakiem lobbowali nie tylko u Chlebowskiego, ale też Drzewieckiego za wykreśleniem z ustawy hazardowej dopłat do gier nieobjętych monopolem państwa). Jak mówił biznesmen, spotykali się wielokrotnie i prowadzili długie rozmowy, aż ta znajomość stała się znajomością prywatną. Omawiali też nowelizację ustawy hazardowej oraz wykreślenie dopłat. - Jaki to nielegalny lobbing, kiedy trzeba przekonywać przekonanego - powiedział Kosek, dając wprost do zrozumienia, że polityk PO nie chciał dopłat. Biznesmen pytany o słowa Chlebowskiego, które padły w rozmowie z Sobiesiakiem: "blokuję tę sprawę dopłat od roku" odpowiedział, że według jego wiedzy, polityka PO nikt nie prosił o blokowanie tej sprawy. - To zostało wyłapane ze stenogramów - stwierdził Kosek. Dopytywany przez posła Lewicy Bartosza Arłukowicza z czyjej inicjatywy Chlebowski blokował dopłaty powiedział, że na pewno nie z jego. - Z inicjatywy Ryszarda Sobiesiaka? - drążył Arłukowicz. - Tego nie wiem, chyba nie - odparł. Kosek był też pytany o rozmowę, w której padają słowa: "Mirek z Grześkiem za chwilę się spotkają i się dogadają". Na pytanie, kto to jest Grzesiek tłumaczył, że nie jest żadną tajemnicą, że chodziło o Grzegorza Schetynę. Zaznaczył jednak, że nie zna byłego wicepremiera, ani z nim nigdy nie rozmawiał. Nie wiedział, czy doszło do spotkania, o którym mowa w przywołanej rozmowie. - Znam te fragmenty (stenogramów), więcej nic na ten temat nie wiem, nie wiem kogo miałem na myśli - mówił pytany o kolejne fragmenty stenogramów z podsłuchów jego rozmów z Sobiesiakiem. Odnosząc się wcześniej w swobodnej wypowiedzi do stenogramów CBA, stwierdził, że powiedział może w sumie pięć, sześć zdań, które wyrwane z kontekstu, wypaczają sens jego wypowiedzi, w oparciu, o które CBA uknuło całą intrygę. Podkreślił też, że to były prywatne rozmowy i każdy, kto słucha takowych, musi się liczyć z tym, że natknie się na coś, co będzie godziło w jego wrażliwość (w rozmowach padały m.in. przekleństwa). Nieprawdą jest, że dzięki hazardowi można zarabiać i prać brudne pieniądze Jak Kosek "Na hazardzie się nie zarabia" Biznesmen - w trakcie swobodniej wypowiedzi - przekonywał sejmowych śledczych, że funkcjonują mity dotyczące branży hazardowej, które należy obalić i on to teraz zrobi. Nieprawdą jest - jak przekonywał Kosek - że dzięki hazardowi można zarabiać i prać brudne pieniądze. Zdaniem biznesmena, nieznane są takie potwierdzone przypadki. Biznesmen stwierdził, że racji bytu nie ma też drugi mit, iż hazard uzależnia. - Nie ma badań, które pokazywałby skalę tego zjawiska. Nawet autorzy ustawy (hazardowej - red.) - którą nazwałbym prohibicyjną - nie przedstawili takich badań - oświadczył Kosek. I dodał, że uzależniają papierosy i alkohol. Dowodził też, że nie może być tak, iż spółki Skarbu Państwa powinny być faworyzowane w jakiejkolwiek branży, także hazardowej. Kosek wyraził też zdziwienie, że wartość rynku szacuje się na 17-18 miliardów. - W tym świetle podatki płacone z tego rynku jawią się jako niesprawiedliwość, przekręt, skandal. Ten rynek jest dużo mniejszy - stwierdził biznesmen. Kosek powiedział, że ma nadzieję, iż jego wyjaśnienia pozwolą stworzyć inny obraz od tego pokazywanego w mediach. - Spadła na mnie lawina medialnych bzdur. Mam nadzieję, że dzisiaj uda nam się wspólnie niektóre fakty sprostować - stwierdził. Rynek można przejąć tylko w jeden sposób, przez przejęcie udziałów, a nie poprzez wstawienie członka zarządu Jan Kosek o Sobiesiakównie i Totalizatorze Sportowym Sprawa Sobiesiakówny Pytany o poszukiwanie pracy dla córki Ryszarda Sobiesiaka - Magdaleny Sobiesiak, stwierdził, że nie było to dla niego niespodzianką. - Wiem, że pan Sobiesiak szukał pracy dla córki, bo nawet do mnie się w tej sprawie zwracał, czy w jednej z naszych spółek nie byłoby dla niej miejsca - powiedział Kosek. Z materiałów CBA wynika, że gdy Kosek dowiedział się, iż Sobiesiakówna chce się starać o stanowisko w Totalizatorze Sportowym powiedział jej ojcu: "pchaj to tak mocno, jak tylko da się". Były szef CBA Mariusz Kamiński zeznał przed komisją, że biznesmeni chcieli doprowadzić do nieformalnego podzielenia rynku hazardowego. Kosek bagatelizował sprawę. - Rynek można przejąć tylko w jeden sposób, przez przejęcie udziałów, a nie poprzez wstawienie członka zarządu - powiedział biznesmen. Jego zdaniem, członek zarządu TS nie ma praktycznie żadnej władzy. Dodał, że Sobiesiak powiedział mu o przyczynach wycofania kandydatury córki tylko tyle, że "były jakieś donosy. - Ja nie dociekałem jakie, kto, ani gdzie - stwierdził. "Chciał chronić swój wizerunek" Jarosław Urbaniak: Zabrakło opinii lekarskiej (TVN24) Poseł Lewicy Bartosz Arłukowicz, który jeszcze przed przesłuchaniem mówił, że posłowie przyjechali do Krakowa, żeby uszanować to, że Kosek ma kłopoty ze zdrowiem, przyznał po 1,5 godzinnym oświadczeniu biznesmena, że to był zły pomysł. - Zostaliśmy zmanipulowani - stwierdził w przerwie posiedzenia. I przypomniał, że po to, by zapewnić biznesmenowi przesłuchanie w godziwych warunkach do stolicy Małopolski przyjechało z Sejmu w sumie kilkadziesiąt osób, w tym Straż Marszałkowska. Potem stwierdził, że choć biznesmen mówił, że jest chory, nie przeszkadzało mu to, by urządzić festiwal oskarżeń. - Przesłuchanie powinno się odbywać w takich samych warunkach, jak poprzednie. Żałuję, że widzowie nie mogli zobaczyć 1,5 godzinnego wykładu, jak bardzo hazard się w Polsce nie opłaca - powiedział Arłukowicz. I dodał, że Kosek przekonywał też sejmowych śledczych, że gra w kasynach nie przynosi zysku, i że nie opłaca się ich prowadzić, a także, iż rozmowy z posłem Chlebowskim, Drzewieckim, Sobiesiakiem były rozmowami prywatnymi i nikomu nic do tego. Poza tym żadnej afery nie było, a to, że panowie rozmawiali, jak usunąć ze stanowiska ministra polskiego rządu, nie ma większego znaczenia Zdaniem Arłukowicza, prośba Koska o przesłuchanie bez kamer i mikrofonów, to próba chronienia wizerunku. mac, ŁUD/tr Dodaj do: "Zostaliśmy zmanipulowani"http://www.tvn24.pl/12690,1647357,0,1,zostalismy-zmanipulowani,wiadomosc.htmlPodyskutuj (110) Pozostałe informacje Chcą sprzedać "drugi dom" | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |


| Kursy walut | ||
| USD/PLN | 3.4550 | - |
| EUR/PLN | 4.3531 | +0.0020% |
| CHF/PLN | 3.6198 | - |
| EUR/USD | 1.2592 | +0.0002% |
| Notowania | ||
| mWIG40 | 2245.61 | -0.29% |
| WIG | 36860.7 | +0.02% |
| WIG20 | 2037.18 | +0.07% |








