Szkło kontaktowe Nowe wideo Fakty | Tagi: sejm 19:48, 28.01.2010 /tvn24.pl "Nie byłem załatwiaczem ani źródłem przecieku"PRZESŁUCHIWALI DRZEWIECKIEGO 10 GODZINTVN24, fot. PAP 10 godzin trwało przesłuchanie Mirosława Drzewickiego przed hazardową komisją. Były minister sportu zapewniał, że nie był ani hazardowym lobbystą, ani źródłem przecieku, a "partyjny fanatyk" Mariusz Kamiński nie ma żadnych dowodów. Śledczy z kolei pytali go o znajomość włoskiego, rozmowę z Silvio Berlusconim i znajomość z Ryszardem "Rysiem" Sobiesiakiem. Posłowie mieli do Drzewieckiego wiele pytań. Wśród tych o ustawę hazardową, Zbigniewa Chlebowskiego i Ryszarda Sobiesiaka - bohaterów afery hazardowej - były też i takie, które rozbawiły zarówno posłów, jak i świadka.- Czy jest panu znany taki pseudonim "Ricardo" - zapytała posłanka PiS Beata Kempa z uśmiechem na twarzy. - Nie umiem na to odpowiedzieć - stwierdził były minister sportu. - Ale kogo tak nazywano? - dociekała posłanka. - Może jakichś Ryszardów, Ronaldów. Nie wiem - stwierdził Drzewiecki. - Panie pośle, to pytanie może się panu wydać dziwne, ale ja muszę je zadać. Czy zna pan język włoski? - zapytała Kempa, nie przestając się uśmiechać. Nie uśmiechał się za to Drzewiecki, który lekko zirytowany pytaniem, stwierdził: - Nie, nie znam. - A czy rozmawiał pan z panem Berlusconim?. - Raz - przyznał świadek. - Ale pani poseł, czy premier Berlusconi jest także zaangażowany w proces legislacyjny ustawy o grach losowych. Proszę uzasadnić, że to ma związek, bo ja mam wątpliwości - włączył się w dyskusję przewodniczący komisji hazardowej Mirosław Sekuła z PO. - Musielibyśmy przejść na posiedzenie zamknięte - ripostowała Kempa. - To ma związek. Pan Drzewiecki wie, o czym mówimy - dodała posłanka PiS. - O Berlusconim - odpowiedział Drzewiecki, już nie powstrzymując się od śmiechu. "To była nagonka" Wcześniej - w czasie przeznaczonym na swobodną wypowiedź - Drzewiecki był poważny. Starannie się zresztą do swojego wystąpienia przygotował: miał tekst przemówienia, który odczytał, i liczne dokumenty. Ze strony byłego ministra sportu - podobnie, jak z ust zeznającego tydzień wcześniej byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego - wielokrotnie padały zapewnienia, że nie jest lobbystą i załatwiaczem działającym na rzecz kogokolwiek, ani sprawcą afery hazardowej. Zarzuty, które pod jego adresem sformułowało CBA, były - jak przekonywał - jedynie insynuacjami i domysłami byłego szefa Biura Mariusza Kamińskiego. - Ja przedstawię fakty - zapowiedział Drzewiecki. A potem zapewniał, że choć jest posłem od pięciu kadencji, to nigdy nie wpływał na kształt ustaw hazardowych. - Od 1 października 2009 r. trwa medialno-polityczne zjawisko pod nazwą afera hazardowa. W myśl propagandowej zasady, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, podjęto próbę uznania mnie za jednego z głównych bohaterów tego widowiska - stwierdził były minister sportu. "Nie byłem źródłem przecieku" Drzewiecki: Nie byłem źródłem przecieku Były minister sportu kategorycznie zaprzeczył, by był źródłem przecieku z akcji CBA ws. afery hazardowej (według Kamińskiego źródłem przecieku mógł być premier lub sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki, jeden z nich powiedział o sprawie Drzewieckiemu, a ten swojemu współpracownikowi Marcinowi Rosołowi, ten zaś miał powiedzieć o akcji CBA córce Sobiesiaka - Magdalenie). Podobnie, jak Chlebowski, wysnuł tezę, że działania CBA ws. afery hazardowej były gruntem pod "wysadzenie premiera i rządu", a Kamiński wykonywał polecenia PiS-u. - Barwnie i sugestywnie przedstawił komisji śledczej scenariusz wymyślonych wydarzeń. Problem w tym, że działy się one jedynie w jego głowie. Nie miał żadnych dowodów - stwierdził Drzewiecki. Zapewnił, że ani podczas spotkania 19 sierpnia 2009 r., ani później premier nie informował go o toczącym się postępowaniu CBA (według CBA wtedy premier lub sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki mogli wspomnieć o akcji CBA). O spotkaniu z 19 sierpnia mówił, że składało się z dwóch części, a ówczesny wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna uczestniczył tylko w drugiej. Według kalendarium opublikowanego przez kancelarię premiera - w październiku po wybuchu afery hazardowej - 19 sierpnia 2009 r. Tusk spotkał się z Drzewieckim i poprosił go o wyjaśnienie zmiany jego stanowiska w sprawie dopłat do gier. Autor tego kalendarium, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki wyjaśniał, składając zeznania przed komisją, że nie uwzględnił informacji o udziale Schetyny w tym spotkaniu, bo nie wiedział o tym. - Zostałem poproszony przez pana premiera. Był sam w gabinecie i poprosił mnie o przedstawienie, co się dzieje z ustawą o grach i zakładach wzajemnych - powiedział były szef resortu sportu. Dodał, że potem do kancelarii premiera dojechał Schetyna. - W drugiej części rozmawialiśmy o dofinansowaniu stadionu narodowego - powiedział Drzewiecki. "Znam Sobiesiaka, zajeżdżał do mnie po golfie" Nie bywałem w domu Ryszarda Sobiesiaka, ani w jego pensjonacie. Nigdy nie rozmawiałem z nim na temat jego interesów, także tych związanych z hazardem Mirosław Drzewiecki Były minister sportu przyznał - wielokrotnie pytany przez sejmowych śledczych o ten wątek - że zna biznesmena od hazardu Ryszarda Sobiesiaka, "Rysia". Ale zaprzeczył, by była ona tak zażyła, jak na to wskazywały stenogramy z rozmów podsłuchanych przez CBA. Jak mówił, ich znajomość sprawdzała się do spotkań na imprezach sportowych, wynikających ze wspólnej pasji do golfa - Nie bywałem u niego w domu, ani w pensjonacie (był tam Chlebowski - red.) - zapewnił Drzewiecki, przyznał jednak że Sobiesiak bywał u niego w domu, wracając z golfa, albo jadąc na golfa, przejeżdżając przez Łódź. Ale ani wtedy, ani w żadnej innej sytuacji - jak stwierdził Drzewiecki - nie rozmawiał z nim na temat jego interesów, także tych związanych z hazardem. Zaprzeczył, by spotkał się z Sobiesiakiem 20 i 24 sierpnia 2009 r. (tego dnia według Kamińskiego doszło do przecieku, biznesmeni od hazardu dowiedzieli się, że są w zainteresowaniu CBA), jak wskazywało CBA. - To kolejna manipulacja - stwierdził. Były minister sportu przyznał, że Sobiesiak prosił go o pomoc w znalezieniu pracy dla córki (według CBA chodziło o stanowisko członka zarządu w Totalizatorze Sportowym), ale jak zastrzegł, nie zajmował się tą sprawą, a CV przekazał swojemu asystentowi Marcinowi Rosołowi. - Od lat mój telefon komórkowy jest znany w Łodzi, ale nie tylko w Łodzi i wielu wyborców dzwoni do mnie z różnymi prośbami. Staram się pomóc tak często, jak to jest możliwe - tłumaczył prośbę Sobiesiaka. Na koniec swobodnej wypowiedzi raz jeszcze podkreślił, że afera hazardowa to jedna wielka mistyfikacja, a Kamiński jest "chorobliwie ambitny i niebezpieczny, fanatycznie oddany partii, nienawidzący swoich politycznych przeciwników". - Wierzę w państwo prawa i liczę, że komisja wszystko wyjaśni. Nawet to, czy to przypadkiem Kamiński nie jest źródłem przecieku - powiedział Drzewiecki. "Kamiński się nie zna" Od 1 października 2009 r. trwa medialno-polityczne zjawisko pod nazwą afera hazardowa. W myśl propagandowej zasady, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, podjęto próbę uznania mnie za jednego z głównych bohaterów tego widowiska Mirosław Drzewiecki Były minister sportu - nawiązując do sedna afery hazardowej, czyli dopłat od gier, które miały iść na sport - długo mówił o swoich dokonaniach w resorcie i zasługach w tym, że udało mu się nadrobić zaległości w przygotowaniach do Euro 2012. - Groziła nam kompromitacja, ale udało się jej uniknąć - stwierdził, zapewniając jednocześnie, że finansowanie Euro 2012 nie jest zagrożone i nigdy nie było. Innego zdania było CBA. Jego szef Mariusz Kamiński ostrzegał, że biznesmenom z branży hazardowej zależało na tym, by nie został rozszerzony katalog gier objętych dopłatami, w tym na automaty o niskich wygranych, tymczasem pieniądze z dopłat miały być przeznaczone na inwestycje sportowe, m.in. przygotowania do Euro 2012. W sprawie dopłat Drzewiecki - jako minister sportu - wysłał cztery pisma do resortu finansów, który przygotowywał zmiany w ustawie hazardowej. Dwa pochodziły z 2008 r.: w jednym – tym z kwietnia - stwierdził niecelowość rozszerzenia katalogu gier objętych dopłatami, w drugim - z maja - opowiedział się za takim rozwiązaniem. Również w 2009 r. Drzewiecki napisał do Ministerstwa Finansów dwa pisma w sprawie dopłat: 30 czerwca zaproponował wykreślenie dopłat z projektu i 2 września, kiedy zmienił zdanie i wycofał się z wcześniejszych uwag. Drzewiecki o Sobiesiaku Drzewiecki: Nie wpływałem na przepisy hazardowe Drzewiecki stanowczo zaprzeczył scenariuszowi nakreślonemu przez CBA, po raz kolejny zarzucając Kamińskiemu kłamstwo, manipulacje, brak dowodów ws. afery hazardowej i brak zrozumienia ustawy hazardowej oraz mechanizmów finansowania inwestycji związanych z Euro 2012. Aby sejmowi śledczy zrozumieli to, co mówi, były minister sportu przygotował kolorową tablicę, na której zaprezentował daty związane z pracami nad ustawą hazardową i inwestycjami Euro 2012. "Nie miałem nic wspólnego z dopłatami" Przekonywał, że jedynym źródłem ich finansowania miał być budżet państwa, a nie dochody z nieistniejącej noweli ustawy hazardowej, czyli dopłat od gier, jak twierdził Kamiński. Dopłaty - według Drzewieckiego - miały pójść inwestycje wokół stadionów i Narodowego Centrum Sportu. - Kamiński nie mógł tego zrozumieć - ocenił były minister sportu. Drzewiecki przekonywał, że nie mógłby liczyć na pieniądze z dopłat, bo nie był znany termin ewentualnego wejścia w życie nowych przepisów hazardowych i wysokość dochodów z dopłat (kwota 469 mln złotych - jaką zdaniem CBA - miał stracić budżet państwa, gdyby dopłat nie było w noweli ustawy hazardowej, była - zdaniem Drzewieckiego - wzięta z mediów). Były minister sportu zapewniał, że nigdy nie inicjował żadnych rozmów z Ministerstwem Finansów ws. dopłat od gier. A gospodarzem nowelizacji ustawy hazardowej i inicjatorem wprowadzenia dopłat był resort finansów, a nie sportu. - Minister finansów przekonywał mój resort do zmiany stanowiska, czyli poparcia finansowania inwestycji Euro 2012 z dopłat do gier. My stanowczo podtrzymywaliśmy nasze stanowisko, że w grę wchodzi jedynie finansowanie budżetowe, jeśli projekt Euro 2012 ma być zrealizowany na czas - powiedział Drzewiecki. I dodał, że minister Rostowski zaakceptował konieczność finansowania stadionów z budżetu państwa. - Wspólnie ustaliliśmy, że środki z dopłat do gier gromadzone w Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej będą przeznaczone na inwestycje sportowe wokół stadionu narodowego - wyjaśnił Drzewiecki. Odnosząc się do pisma z 30 czerwca 2009 r., w którym wycofał się z dopłat, stwierdził, że był to rutynowy dokument, a powstał tylko dlatego, że zrezygnowano z budowy drugiego etapu Narodowego Centrum Sportu, więc pieniądze z dopłat nie były potrzebne na związane z tym inwestycje. – Poinformowałem wiceministra finansów Jacka Kapicę, że cel ustał – powiedział. A potem dodał, że okazało się, iż pismo było błędnie przygotowane. – Nie mogło wpłynąć na ustawę - podkreślił. mac/tr/k Dodaj do: "Nie byłem załatwiaczem ani źródłem przecieku"http://www.tvn24.pl/12690,1640404,0,1,nie-bylem-zalatwiaczem-ani-zrodlem-przecieku,wiadomosc.htmlPodyskutuj (538) Pozostałe informacje Zderzenie auta z 5 motocyklami. Dwie ofiary, ranna ciężarna20:44 KIEROWCA POLO POMYLIŁ KIERUNKI. W SUMIE 6 RANNYCH![]() Mężczyzna i kobieta, obywatele Węgier, zginęli w wyniku zderzenia Volkswagena Polo z grupą motocyklistów w miejscowości Lubień...czytaj dalej » Jezdnia się zapadła. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |
![]() ![]() |





![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |

![]() ![]() |


| Kursy walut | ||
| USD/PLN | 0.0000 | - |
| EUR/PLN | 0.0000 | - |
| CHF/PLN | 0.0000 | - |
| EUR/USD | 0.0000 | - |
| Notowania | ||
| mWIG40 | 2245.61 | -0.29% |
| WIG | 36860.7 | +0.02% |
| WIG20 | 2037.18 | +0.07% |








