DRZEWIECKI WIE, ŻE POPEŁNIŁ BŁĄD. Z POLITYKI NIE ZREZYGNUJE
TVN24
Mirosław Drzewiecki przeprasza Polaków. "Wszystkich, którzy poczuli się urażeni" słowami, że "Polska to dziki kraj". - Bardzo żałuję, że taki fakt miał miejsce. Nigdy nie uważałem, że Polska jest dzikim krajem - oświadczył były minister w pierwszym wywiadzie po powrocie z USA. Drzewiecki tłumaczył w "Kropce nad i" w TVN24, że "ma jednak wiele zastrzeżeń do ludzi, którzy w naszym kraju politykę traktują jak wojnę, a przeciwników jak wrogów". On swoją pracę traktuje inaczej i dlatego znów stanie do wyborów.
"Za 'ubekistan' nie było larum'
Jestem zwyczajnym człowiekiem. Popełniłem błąd. Ja to przyznaję, tak jest
Mirosław Drzewiecki zabrał głos po swoim słynnym wywiadzie, którego... czytaj więcej »
Słowo "przepraszam" padło z ust byłego ministra sportu w programie kilka razy. Poseł Platformy przepraszał jednak nie tylko za same słowa, ale także ich "bardzo niezręczne wybrzmienie" i za to, że wywiad z Florydy "został zaprezentowany w takiej formie". W jakiej? Nie sprecyzował. - To była rozmowa, która nigdzie nie miała się ukazać - powtarzał tylko.
Drzewiecki podtrzymał też to, co napisał w oświadczeniu tuż po emisji tamtego wywiadu w TVN24. Mianowicie, że słowa o Polsce jako dzikim kraju umieszczone były w konkretnym kontekście. - To określenie odnosiło się to pewnych metod, którymi kierują się niektórzy ludzie w polityce. Mówię tutaj między innymi o metodach polityki haków, pomówień, insynuacji, co jest nie w porządku - wyjaśniał po raz kolejny.
Za słowa przeprosił, bo - jak podkreślał - "jako minister i poseł, musi przestrzegać katalogu zasad". - Mógłbym powiedzieć, że byłem rozgoryczony, że przeżyłem tragedię, ale nie będę tego robił. To (słowa o tym, że "Polska to dziki kraj") był błąd. Za te słowa i niektóre inne przepraszam tych wszystkich, którzy poczuli się urażeni - mówił.
Drzewieckiemu - jak sam zaznacza - słów o "dzikiej Polsce" nie wolno było mu powiedzieć z jeszcze jednego powodu. Bo "jest patriotą i kocha swój kraj". - Nawet te metody działania różnych ludzi, o których wspomniałem, nie mogą powodować, by tak nazywać własny kraj – mówił były minister.
Czy w całej "aferze hazardowej" dostrzega swoją winę? Raczej nie, bo - jak podkreślał - nie wiedział nic o tym, by jego asystent Marcin Rosół miał załatwiać pracę w Totalizatorze córce Sobiesiaka (podkreślał, że wcześniej nie zgodził się na jej pracę w zależnym od ministerstwa Centralnym Ośrodku Sportu) i "w ogóle nigdy nie interesował się ustawą hazardową". – Jestem winny tego, że musiałem dzisiaj przepraszać tych, którzy poczuli się urażeni moimi słowami z tamtego wywiadu – podsumowywał.
Niewiele wiedział?
Wcześniej o swoich działaniach wokół nowej ustawy o grach i zakładach Drzewiecki mówił tylko tyle, że "zawsze głosował tak, jak jego klub". - Nigdy głosu w tej sprawie nie zabrałem. Raz rozmawiałem z ministrem Jackiem Rostowskim o ustawie hazardowej, kiedy wytłumaczyłem mu, że nie można inaczej finansować budowy stadionu narodowego. To była jedyna moja rozmowa – zapewniał.
Dlaczego od wybuchu afery nie chciał rozmawiać w kraju z dziennikarzami? – Bo uważałem, że do zakończenia prac komisji śledczej nie powinienem tej pracy komentować. Teraz spokojnie czekam na jej zakończenie – wyjaśniał.
Mirosław Drzewiecki nie zamierza odchodzić z polityki. Chce poddać się "osądowi wyborców"
Poseł Platformy nie chciał też komentować i przesądzać o winie bądź niewinności Zbigniewa Chlebowskiego w całej aferze. - Ja nie jestem od oceniania. Bardzo bym prosił, żeby mnie pani zwolniła z oceniania innych świadków, kolegów – zwracał się do prowadzącej program Moniki Olejnik.
"Gardzi", ale nie rezygnuje
Jedno jest pewne – afera hazardowa jednak nie zniechęciła Mirosława Drzewieckiego aż tak bardzo do polityki, by z niej zrezygnował.
- Długo na ten temat myślałem. Wykorzystałem na to czas od tamtego wywiadu. (…) Jeśli koledzy z partii tak zdecydują i zdrowie pozwoli, za półtora roku poddam się pewnie pod osąd wyborców. To jest prawdziwy sędzia w mojej sprawie – wyznał.
CAŁA ROZMOWA MIROSŁAWA DRZEWIECKIEGO Z MONIKĄ OLEJNIK:
"Kropka nad i" cz.1
"Kropka nad i" cz.2
Stanowisko przegrał przez hazard
Do października 2009 roku Mirosław Drzewiecki pełnił funkcję ministra sportu. Został zdymisjonowany właśnie w związku z aferą hazardową i bardzo szybko został ochrzczony jednym z jej głównych negatywnych bohaterów. Według materiałów CBA były minister oraz były szef klubu PO Zbigniew Chlebowski mieli lobbować na rzecz biznesmenów z branży hazardowej, przede wszystkim Ryszarda Sobiesiaka. Drzewiecki dobrze go znał - obaj panowie są wielkimi entuzjastami golfa.
Poseł kategorycznie zaprzeczał doniesieniom, że próbował "załatwić" Sobiesiakowi korzystne dla niego zapisy w nowej ustawie o grach i zakładach wzajemnych. Ostatni raz o aferze hazardowej Drzewiecki mówił pod koniec lutego, w pełnym goryczy wywiadzie z Florydy.
"Jestem Mirek"
Były minister udzielił go w czasie urlopu (za który płaciła mu kancelaria Sejmu). W rozmowie Drzewiecki przekonywał między innymi, że cała "afera hazardowa" i jego dymisja to dowód na to, że "Polska jest w dalszym ciągu dzikim krajem". - Zabito mi matkę. Taka jest prawda - podkreślał. - W związku z tym nie mam odrobiny dobrych emocji wobec ludzi, którzy to zrobili. Całe szczęście, że wiem - bo wierzę w Boga - iż jest piekło. Ci ludzie trafią do piekła – dodawał.
W rozmowie z dziennikarzem zaznaczał też, że niczego nie musi się obawiać, bo zawsze działał zgodnie z prawem. Jego wypowiedzi świadczyły o tym, że ma żal do wielu ludzi ze świata polityki, a nią samą dziś już "gardzi". – Jestem od 20 lat w parlamencie i nigdy nie myślałem, że polityka jest takim okrutnym zwierzakiem, który potrafi zjadać ludzi. Gardzę polityką, nie chcę być jej zakładnikiem. Nikt nie ma prawa deptać mojego honoru, moich marzeń, bo ja jestem Mirek Drzewiecki i będę robił, co będę chciał – oświadczył.
Drzewiecki o słowach Drzewieckiego - cały kontrowersyjny wywiad z Florydy
"Każdy ma prawo do obrony"
Po wyemitowaniu materiału w TVN24 były minister wydał oświadczenie, w którym stwierdzał między innymi, że wywiad ukazał się "w okrojonej formie, wypaczającej sens jego wypowiedzi".
10 godzin trwało przesłuchanie Mirosława Drzewickiego przed hazardową... czytaj więcej »
Na dodatek na jego emisję nie wyraził zgody. Tłumaczył też, że słowa "o dzikim kraju dotyczyły golfa i braku akceptacji dla tego sportu, a nie Polski jako kraju". - Sformułowanie to, kontekstowo nawiązywało też do Polski - tej z polityką haków i oszczerstw w tle - wyjaśniał.
Przed kilkoma dniami dodatkowych wyjaśnień od byłego ministra zażądał jego macierzysty klub. Jego szef Grzegorz Schetyna zapowiedział też, że Drzewiecki poinformował go przez telefon o planach wyjaśnienia co miał na myśli, gdy mówił o "dzikim kraju", w mediach.
Szef klubu Platformy dodał, że to, co powiedział mu były minister sportu, było "przekonujące". - Nie chodzi o to, aby przekonał jednak mnie, ale opinię publiczną. To jest najważniejsze dla niego i dla PO. Każdy ma prawo do obrony, także Mirosław Drzewiecki - zastrzegł.