Opcje drukowania: Tylko tekst  |  Pełna wersja

PREMIER NAKAZAŁ, ALE BIZNES WAŻNIEJSZY

Parlamentarzyści PO nie posłuchali Tuska

Parlamentarzyści PO nie posłuchali Tuska
Fot. TVN24Parlamentarzyści nie posłuchali premiera
Parlamentarzyści PO najwyraźniej nie wzięli sobie do serca nakazu premiera Donalda Tuska. Tylko nieliczni pozbyli się akcji i udziałów w spółkach. Ci, którzy tego nie zrobili, bronią się, że nie ma konfliktu interesów, bo akcje kupili nim uzyskali mandat, a nie chcą narażać się na straty finansowe.
Proszący o zachowanie anonimowości jeden z parlamentarzystów PO powiedział, że władze klubu Platformy nie egzekwują ubiegłorocznego nakazu premiera Donalda Tuska dotyczącego zbywania akcji i udziałów w spółkach, i zachowują się "tak, jakby nie było tematu".

"Nie prowadziliśmy ekstrakontroli"

- Sprawa zbycia akcji ucichła i teraz nie ma żadnych nacisków w tej kwestii - stwierdził kolejny z polityków PO. A jeszcze inny dodał, że właśnie dokupił akcji, a na giełdzie kieruje się wyłącznie kryterium "własnej kieszeni".

Temat zbywania udziałów i akcji to pokłosie sprawy senatora Tomasza Misiaka, który w ubiegłym roku odszedł z Platformy (gdyby nie odszedł, zostałby wyrzucony) Nastąpiło to po tym, jak media ujawniły, że firma, w której radzie nadzorczej zasiadał Misiak uzyskała kontrakt w ramach tzw. specustawy stoczniowej, nad którą wcześniej pracował senator.
Premier Donald Tusk zażądał, by wszyscy parlamentarzyści PO posiadający... czytaj więcej »


Po nagłośnieniu sprawy szef rządu mówił, że oczekuje od parlamentarzystów PO, aby zbyli lub przekazali akcje i udziały w spółkach prawa handlowego.

Wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak przyznał teraz, że jeśli chodzi o zbywanie akcji i udziałów, szefostwo klubu PO nie prowadziło "ekstrakontroli". Podkreślił jednak, że władze klubu stoją na stanowisku, aby styk polityki z biznesem był ograniczony do minimum. - A jeśli już występuje, musi być pod pełną kontrolą. Taki cel przyświeca nam jako władzom klubu - zaznaczył. On sam - jak powiedział - miał kiedyś akcje spółek Skarbu Państwa, ale pozbył się ich - jeszcze przed apelem szefa rządu - w imię standardów.

Rzecznik klubu PO Andrzej Halicki zapewnił z kolei, że po apelu premiera wielu parlamentarzystów Platformy pozbyło się akcji i nie bierze udziału w działalności gospodarczej. Przyznał jednocześnie, że nie wszyscy odpowiedzieli pozytywnie na apel premiera. - Są takie osoby, które utrzymały udziały, akcje, utrzymały swoją aktywność zawodową - zaznaczył.

"I co z tego, że mam akcje"

Wśród tych osób jest m.in. poseł Andrzej Kania, który ma akcje PKN Orlen, Banku Handlowego, Banku BKO BP i PGNIG. Według posła, klub PO w ogóle nie powinien zajmować się tym, kto ma ile akcji. - To jest wolny rynek, tak działają gospodarki rynkowe. Ciężko zabraniać posłom, żeby mieli jakiekolwiek akcje. Rozumiem, że gdyby byli w radach nadzorczych, dodatkowo posiadali akcje, plus jeszcze jakieś lobbowanie na rzecz danej spółki - mogłoby to budzić kontrowersje. Jeśli przyszedłem do Sejmu z pakietem akcji, to nikt nie powinien sugerować, żeby je sprzedać - stwierdził.

Szef senackiego klubu PO Marek Rocki w ostatnim oświadczeniu majątkowym wykazał akcje PKN Orlen. Oświadczył, że do tej pory nie sprzedał akcji, z kilku powodów.

- Akcje są nie tylko moje, ale i żony, poza tym to po prostu forma oszczędzania. Jestem akcjonariuszem bardzo mniejszościowym. Ponadto gdybym teraz sprzedał akcje, to najprawdopodobniej ze stratą, ze względu na kryzys i wahania giełdowe - tłumaczył.

Rocki podkreślił też, że Otwarte Fundusze Emerytalne inwestują w akcje, więc - jak zauważył - właściwie wszyscy Polacy mają udziały w rynku finansowym.

Poseł PO Andrzej Orzechowski wykazał w oświadczeniu majątkowym, że ma m.in. akcje PKN Orlen i Lotosu, których nie sprzedał. - Liczba akcji, które posiadam, jest śladowa w stosunku do kapitalizacji tych spółek na giełdzie, nie biorę też udziału w podejmowaniu decyzji w tych spółkach. Nie widzę związku między byciem politykiem i posiadaniem kilkudziesięciu akcji. Jestem inwestorem-hobbystą. Kupiłem te akcje dawno, zanim zostałem posłem, po dosyć wysokich kursach. W 2009 r. sprzedałbym je ze stratą. Poczekam do czasu, kiedy będę mógł wziąć za nie cenę, którą zapłaciłem. Być może zrobię to w 2010 r., to zależy od sytuacji na giełdzie - powiedział.

Inny z posłów Platformy Piotr Tomański wykazał w ostatnim oświadczeniu majątkowym udziały w Video Tomek Sp. z o.o. - To firma handlowa, nie żadna spółka Skarbu Państwa, założyłem ją w 1991 r., teraz w niej nie pracuję, mam po prostu 10 proc. udziałów - powiedział.

Pytany, czy zamierza je zbyć, Tomański stwierdził: - Musiałby się najpierw znaleźć na nie kupiec. Nie uważam, żeby istniał czy mógł zaistnieć jakiś konflikt interesów w związku z tym, że jestem posłem. A przecież człowiek w życiu pracuje, z czym do Sejmu przychodzi.

mac/sk
Publikacja: 14:25 17.01.2010 / PAP
© TVN24
« powrót