Opcje drukowania: Tylko tekst | Pełna wersja ![]() NOWY POMYSŁ DROGOWCÓW NA ZMNIEJSZENIE WYPADKÓWNa brawurę kierowców różdżka i dobra energia![]() Policyjny lizak powinien odejść do lamusa? Warszawscy drogowcy są za... TVN24 Nie fotoradary, nie mandaty i nie widok policjanta z lizakiem, ale bioenergoterapeuta z różdżką i ekrany ściągające złą energię - to nowe pomysły drogowców na walkę z piratami drogowymi. Trzy warszawskie skrzyżowania już zostały uzbrojone w pochłaniacze złych emocji. Są ponoć pierwsze efekty pracy "naturalnych policjantów"... W maju ubiegłego roku warszawscy drogowcy wezwali bioenergoterapeutę na trzy bemowskie skrzyżowania: Powstańców Śląskich z Wrocławską, Powstańców Śląskich z Radiową, Radiową przy Wojskowej Akademii Technicznej. Różdżkarz ściągnął z tych miejsc całą złą energię, a drogowcy dodatkowo zainstalowali za ponad dwa tysiące złotych tzw. odgromniki, które miały neutralizować negatywne fale pod nieobecność bioenergoterapeuty. Absurd?Przestrzegają "po dobroci" Okazuje się, że niekoniecznie, przynajmniej jeśli wierzyć policyjnym statystykom. W ubiegłym roku na wspomnianych wyżej skrzyżowaniach praktycznie codziennie dochodziło do jakichś kolizji. - W tym roku miejsca te nie pojawiają się na mapie wypadkowej stolicy - pisze "Życie Warszawy". – Wcześniej próbowaliśmy ograniczyć liczbę wypadków metodami inżynierskimi, ale wszystkie zawiodły – twierdzi rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich Urszula Nelken. – Sięgnęliśmy po metodę niekonwencjonalną, bo ginęli ludzie - dodaje. Policjanci wolą mandaty... Ale eksperymenty z różdżką to nie zabawa dla prawdziwych mężczyzn i dlatego policjanci nie kryją zdziwienia i nieufności wobec nowego pomysłu. – Pierwszy raz słyszę o zainstalowaniu na Bemowie ekranów pochłaniających złą energię. Wiem jedno: na to skrzyżowanie wysyłaliśmy policjantów. Karali mandatami kierowców łamiących przepisy – mówi Wojciech Pasieczny, zastępca naczelnika stołecznej drogówki. Jego zdaniem to właśnie tradycyjne metody, czyli "policyjne rachunki" za nieprzepisową jazdę zwiększyły cierpliwość i ostrożność kierowców na warszawskich skrzyżowaniach. Okazuje się, że racjonalne sposoby walki z piratami drogowymi czasami też działają bez zarzutu. Przez lata fatalną sławą cieszyło się na przykład warszawskie skrzyżowanie ul. Andersa z Anielewicza. Od dwóch lat skrzyżowanie zniknęło z policyjnych statystyk. Powód? Miejski inżynier Janusz Galas zgodził się wyłączyć je z programu tzw. "zielonej fali", skracając tym samym czas, gdy paliło się dla pieszych czerwone światło. dzięki temu przechodnie przestali przebiegać przez tory i jezdnię. ŁOs//kwj © TVN24 « powrót | ||||