12:25, 18.08.2009 /PAP, TVN24, Wprost, Polityka, Newsweek, Gazeta Wyborcza, Dziennik
"NIE MA POWODU DO PANIKI"
Za stocznie nie zapłacili. Co dalej?
Pieniądze za majątek stoczni Gdynia i Szczecin nie wpłynęły, choć 17 sierpnia o północy minął ostateczny i drugi już termin, do którego inwestor miał wpłacić prawie 400 mln zł. Resort skarbu uspokaja, że nie ma powodu do paniki, ale niektórzy związkowcy już domagają się dymisji premiera.
Informacja o tym, iż inwestor nie wpłacił pieniędzy to nie powód do paniki. Nie może być mowy o żadnej panice. Będziemy dalej pracować nad tym, żeby rozwiązać kwestię sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie
Maciej Wewiór, rzecznik MSP
"Dzisiaj Minister Skarbu Państwa otrzymał od Zarządcy Kompensacji, firmy Bud-Bank Leasing Sp. z o.o., informację, że do godziny 24.00 17 sierpnia br. nie wpłynęły kwoty za wylicytowane przez inwestora prywatnego, Stichting Particulier Fonds Greenrights, składniki majątku Stoczni Gdynia S.A. i Stoczni Szczecińska Nowa Sp z o.o." - napisano w komunikacie MSP.
Prezes Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni Lech Wędrzyński... czytaj więcej »
Resort podał też, że wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu i Zarządcą Kompensacji przygotowali plan postępowania w tej sytuacji, a "informacje o podjętych działaniach zostaną przekazane jeszcze dziś".
Rzecznik ministerstwa Maciej Wewiór wciąż jednak nie traci nadziei - albo zgodnie z wymogami zawodu robi dobrą minę do złej gry. - Informacja o tym, iż inwestor nie wpłacił pieniędzy to nie powód do paniki. Nie może być mowy o żadnej panice. Będziemy dalej pracować nad tym, żeby rozwiązać kwestię sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie - przekonuje po publikacji komunikatu.
Ważą się losy miejsc pracy dla ośmiu tysięcy stoczniowców z Gdyni i... czytaj więcej »
Co dalej?
Wydaje się, że ryzyko związane z przedłużeniem czasu dla inwestora do 17 sierpnia jest bliskie zeru.
premier Donald Tusk, wypowiedź z początku sierpnia
Początkowo pieniądze miały wpłynąć do 21 lipca, ale nabywca poprosił resort skarbu o przesunięcie tego terminu. Polski rząd tłumaczył, że powodem miał być list Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in., iż stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy". - Jawny sabotaż - tak skwitował pismo Aleksander Grad. Fundusz zapewniał jednak, że nie zamierza wycofać się z transakcji zakupu majątku obu stoczni.
Resort skarbu kilkakrotnie podkreślał też, że "wszystko, co Ministerstwo Skarbu Państwa mogło zrobić w sprawie stoczni, zostało zrobione".
Wiem, że minister Grad bardzo się w nią (sprawę stoczni) angażował i raczej dzisiaj trzeba mu powiedzieć "dziękuję" za tę wykonaną pracę, a nie straszyć obcięciem głowy
Sławomir Nowak, wypowiedź z 17 sierpnia
Mieczysław Jurek przewodniczący zarządu regionu NSZZ Solidarność Pomorza Zachodniego/TVN CNBC Biznes
Spółka już jest
Właścicielem majątku stoczni Gdynia i Szczecin formalnie ma być Spółka Polskie Stocznie. Została ona zarejestrowana przez warszawski sąd 21 lipca. Jej kapitał zakładowy wynosi 100 tys. zł, a jedynym udziałowcem jest Stichting Particulier Fonds Greenrights. Fundusz ma przeprowadzić transakcję zakupu kluczowych aktywów obu zakładów. Gwarantem transakcji zakupu stoczni przez inwestora mają być katarskie banki: inwestycyjny QInvest oraz Qatar Islamic Bank.
W maju Stichting Particulier Fonds Greenrights zakupił kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin, a 17 czerwca otrzymał gwarancje arabskiego banku Qatar Islamic Bank. Inwestor ma zapłacić za majątek stoczni Gdynia i Szczecin odpowiednio - ponad 287 mln zł oraz ponad 94 mln zł. 25 czerwca Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało oficjalną zgodę na sprzedaż tych aktywów, potrzebną dla podmiotów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego.
Poleci Grad?
W lipcu premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do końca sierpnia nie uda się dokończyć z sukcesem sprzedaży stoczni inwestorowi, minister skarbu Aleksander Grad pożegna się ze swoim stanowiskiem. Szef rządu powiedział, że dotychczasowe działania Grada dotyczące stoczni ocenia bardzo wysoko, ale "liczy się finał". Dodał, że nie będzie tragedii, jeśli inwestor wycofa się z transakcji. Jeśli tak się stanie, rząd zamierza na nowo rozpocząć proces sprzedaży.
W sierpniu Tusk powiedział, że jest "bliski pewności", iż 17 sierpnia inwestorzy zdecydują się na zakup stoczni. - Wydaje się, że ryzyko związane z przedłużeniem czasu dla inwestora do 17 sierpnia jest bliskie zeru - podkreślił.
Zaznaczył, że rząd włożył wiele wysiłku, by sprzedać majątek stoczni w całości, co stwarza szansę, iż zachowana zostanie produkcja statków. Dodał, że do takiego przetargu mógł przystąpić każdy inwestor z dowolnego kraju świata. Wygrał ten, który wpłacił wadium i zadeklarował największą wpłatę - mówił szef rządu. - Jeżeli nie wpłacą pieniędzy do 17 sierpnia, zabierzemy wadium, które wpłacili inwestorzy i będziemy w trybie upadłościowym sprzedawali majątek stoczniowy, tak jak to wynika z przepisów polskiego prawa - powiedział premier. Wadium wynosi 8 mln euro.