20 zł za głos w Wałbrzychu? Naganiacze przed kamerami
PROKURATURA WSZCZĘŁA ŚLEDZTWO PO WYBORACH SAMORZĄDOWYCH
Fot. TVN24"To co się dzieje w Wałbrzychu, to jest masakra", mówi Marcin
- Dawało się 20 złotych, żeby ta osoba poszła i zagłosowała na konkretnego kandydata - mówi lokalnej telewizji mieszkanka Wałbrzycha, która sama "nagoniła" około 100 osób. I jak przekonuje, takich jak ona było więcej. Głosy kupowali w obu turach dla wszystkich komitetów w Wałbrzychu. Także cztery lata temu - twierdzi rozmówczyni telewizji DAMI. Prokuratura Okręgowa w Świdnicy (Dolnośląskie) wszczęła w piątek śledztwo dotyczące korupcji wyborczej w Wałbrzychu przed I i II turą wyborów samorządowych.
Sam w tym uczestniczyłem. Zrobiłem to, bo jestem w trudnej sytuacji życiowej.
Marek, kupował głosy dla kandydatów
Nie pokazuje twarzy, głos ma zmieniony by nie można go było rozpoznać. Widać tylko ręce, niespokojnie zaciskające się na długopisie. - W Wałbrzychu rządzi korupcja. Głosy są kupowane, żeby ktoś mógł zostać na swoim stołku - mówi Katarzyna.
Przed kamerą twierdzi, że była świadkiem, jak kierowca ciemnego passata daje przez okno kopertę na głosy. - To osoba, która obejmuje stanowisko w przedsiębiorstwie wodociągowym - oskarża w wałbrzyskiej telewizji DAMI. - W kopercie: 20 zł za każdą osobę - dodaje.
Wszyscy kupują
Sama nie głosowała, ale naganiała osoby, które szły głosować. W sumie ok. 100 osób z bliskiej sobie grupy mieszkańców, potrzebujących pieniędzy "czy to na wino, czy na pieluchy dla dzieci". - Pod dom podjeżdża auto. Wiedzą, w jakiej jesteś sytuacji. Pytają: chcesz zarobić? (...) Dostawali 20 złotych do ręki.
Oskarżony o polityczną korupcję senator Roman Ludwiczuk, który zasłynął z... czytaj więcej »
Pieniądze dawała też sama Katarzyna. - Dawało się 20 złotych, żeby ta osoba poszła i zagłosowała na tą osobę, na którą ma zagłosować.
Podobnych jak ona na ulicach miasta było więcej.
- Były też inne komitety, co miały swoje ulice. Na przykład SLD - ulica Dmowskiego, w stronę Rynku Zielonego inny komitet (...) Osoba, która dawała pieniądze na ugrupowanie wiedziała, że to jest na PO, to na SLD, to na PiS. Każdy miał swój rejon i to co miał robić, robił - opowiada.
Od 100 do 20 zł
Marek naganiał na wybory w I i II turze. Wcześnie - jak mówi - dla naganiaczy były specjalne spotkania. Mówiono im, że mają zrobić tak, żeby kandydat (pada nazwisko) przeszedł do II tury. - Osoba, która dostała się do rady miasta, nakłaniała by głosować na jednego z kandydatów na prezydenta Wałbrzycha - mówi.
Jednej stawki nie było. Raz mogło to być 100 zł, innym razem 20. - Dostaliśmy przykładowo 5 tysięcy złotych. Musieliśmy to rozdać, by te głosy zostały kupione.
- Się ugadujemy k...a na 100 procent. Byłbyś wicestarostą, k...a - mówi na... czytaj więcej »
Wszystko zależało od tego, kto jaki miał okręg wyborczy. - Myśmy naganiali w różnych dzielnicach miasta (...) Skupiliśmy się na biedniejszych dzielnicach. Tam mieszkają ludzie bez środków do życia. Docieraliśmy do nich proponując pieniądze za oddanie głosu - wyznaje.
Pieniądze dostali od "człowieka, który był bardzo blisko sztabu". - Nie wiem, czy pochodziły od prywatnych firm czy od otoczenia prezydenta. Ja otrzymywałem pieniądze od człowieka, który pracował w wodociągach wałbrzyskich.
- Oni zrobią wszystko, by dalej rządzić - mówi pan Marek.
4 lata temu to samo
Marcin jak sam przyznaje, w tym roku nie pierwszy raz kupował głosy. - Był sygnał, że robimy to samo, co cztery lata temu (...) 10, 15 złotych od jednej osoby i dla mnie. Ile znajdę, to znajdę - mówi.
Po co przyszli do telewizji? - Chcę, żeby Wałbrzyszanie zobaczyli całą prawdę, jak jest i co jest - wyznaje Katarzyna. I podkreśla, że "jest więcej takich osób jak ona". Nie ujawniają się ze strachu. - Różne rzeczy dzieją się w Wałbrzychu - mówi.
Markowi za "pomoc" po zwycięstwie obiecano pracę. - Pomożesz nam, my pomożemy tobie - wspomina. Wybory minęły, ale pracy nie dostał.
A Marcin - jak twierdzi - jest przerażony tym, co dzieje się w mieście. - To co się dzieje w Wałbrzychu, to jest masakra. Już dość tego - mówi.
Korupcja w Wałbrzychu
Prokuratura Okręgowa w Świdnicy (Dolnośląskie) wszczęła w piątek śledztwo dotyczące korupcji wyborczej w Wałbrzychu przed I i II turą wyborów samorządowych.
W gminie Lubiszyn (województwo lubuskie)wybuchła wyborcza afera. Policja... czytaj więcej »
Jak poinformowała w piątek rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Ewa Ścierzyńska, śledztwo wszczęte zostało na podstawie materiałów przekazanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne we Wrocławiu. - Materiały te wskazują na uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa tzw. korupcji wyborczej. Prowadzenie śledztwa powierzone zostało CBA we Wrocławiu. W najbliższym czasie przeprowadzone zostaną czynności w celu ustalenia skali przestępczego zjawiska i osób biorących udział w popełnieniu przestępstwa - mówiła Ścierzyńska.
Śledztwem został objęty okres od początku listopada 2010 r. do 5 grudnia 2010 r. w Wałbrzychu.
Dopytywana przyznała, że pieniądze, ale i alkohol, były oferowane wałbrzyszanom głównie przez sympatyków jednego z komitetów wyborczych, ale pojawiali się też sympatycy drugiego komitetu, którzy namawiali ludzi do głosowania na ich kandydata.
W Wałbrzychu do drugiej tury wyborów przeszli: wieloletni prezydent miasta Piotr Kruczkowski (PO), który ostatecznie wygrał tegoroczne wybory 325 głosami oraz Mirosław Lubiński (niezależny). Kruczkowski zdobył 50,59 proc. (13 880 głosów) a Lubiński 49,41 proc. (13 555 głosów). Natomiast w I turze na Kruczkowskiego głosowało 24,70 proc., a na Lubińskiego 26,80 proc.