FIFA niechętnie mówi o zmianach w futbolu, które ograniczyły festiwal pomyłek. Roman Kosecki w swoim mundialowym blogu na tvn24.pl wyjaśnia dlaczego. – Działacze FIFA mają w tym interes – pisze oburzony i przypomina, że też czuł się kiedyś jak Frank Lampard w ostatnią niedzielę.
Sprawdza się stara prawda, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak jest z FIFA i PZPN. Chwalą się milionami na koncie, bo sprawiają wówczas wrażenie niezależnej organizacji. Nie chcą ich jednak wydawać na usprawnienie gry. Nie chcą zmian, bo straciliby kontrolę. Chcą wpływać na wszystko.
Śmieszą mnie tłumaczenia FIFA. Mówią „nie” zmianom, odrzucają powtórki i czipy w piłce, które usprawniłyby mecz. Ponoć zabiłoby to piłkarski spektakl. A co mamy w zamian? Trzech sędziów, wspomaganych przez dodatkowych dwóch asystentów. Pięć osób biegających po murawie tylko po to, aby wyeliminować błędy, a te i tak są popełniane. Tego nie zmieni nawet, jak będziemy mieli ich dziesięciu. Obecna piłka nożna jest dla nich za szybka.
FIFA poszła do rozum po głowy? We wtorek Sepp Blatter, szef światowej... czytaj więcej »
Epoka kamienia łupanego
Równie dobrze po co mamy korzystać z Internetu i komputerowej kamery do rozmowy z osobą mieszkającą zza oceanem? Przecież wystarczyłby pocztowy gołąb. Dodatkowo można by było go zjeść. Apeluję do was panowie, działacze. Trzeba iść z postępem, a nie zostawać w epoce kamienia łupanego.
Czy to jest naprawdę problem? Umieszczamy pole magnetyczne za linią bramkową, czip do piłki, jakieś światełko nad bramką i gramy. Zapala się np. zielone i wiemy, że padł gol.
Ostatni mundial to festiwal pomyłek arbitrów. Niemal w każdym meczu sędzia... czytaj więcej »
Też był Lampardem
A tak będziemy mieli jeszcze wielu takich Lampardów. Panowie z FIFA tłumaczą się, że Anglikom nie pomogłyby nawet zmiany, bo Niemcy byli zdecydowanie lepsi. Bzdura. Czy ktoś z FIFA ma szklaną kulę? A może wyrównująca bramka zmobilizowałaby Anglików i w drugiej połowie byśmy oglądali pogrom, ale niemieckiej reprezentacji.
W 1966 roku piłka odbiła się od poprzeczki, linii nie przekroczyła, ale... czytaj więcej »
Też czułem się jak Lampard. Graliśmy w pucharach z Barceloną na Camp Nou. Mogliśmy utrzeć im nosa. Zbyszek Kaczmarek pobiegł z piłką do końcowej linii, wycofał do mnie, a ja strzeliłem gola. Słyszę gwizdek, a sędzia ujrzał spalonego. Jak może być spalony, gdy piłka jest wycofywana? Tego mi nikt nie wytłumaczył. Wiem jedno – przekręcili nas, bo przecież Barcelona nie mogła przegrać z jakąś tam Legią. Roman Kosecki*
*Roman Kosecki to były reprezentant Polski, właściciel piłkarskiej szkółki, obecnie również poseł na Sejm. Urodzony przywódca i lider. Z orzełkiem na piersi zagrał 69 razy i znalazł się w Klubie Wybitnego Reprezentanta (jest w nim automatycznie każdy, kto zagrał co najmniej 60 razy w biało-czerwonej koszulce), był nawet kapitanem, ale reprezentacyjną karierę skończył w niezbyt miłych okolicznościach. W 1995 r. w czasie blamażu kadry ze Słowacją (1:4) w Bratysławie zdjął demonstracyjnie koszulkę, za co został wyrzucony przez sędziego z boiska. W czasie swojej kariery zwiedził pół Europy, grał w Galatasaray Stambuł, Atletico Madryt i Osasunie Pampeluna. Z francuskim Nantes grał w Lidze Mistrzów. Na koniec kariery strzelał również dla "Strażaków" z Chicago Fire.