Kiedyś Marklowice, mała miejscowość na Śląsku, znana była z dowcipów Masztalskiego. Od 10 marca, kiedy PKOl poinformował o pozytywnym wyniku badania dopingowego Kornelii Marek, kojarzona jest z jedynym przypadkiem dopingu podczas igrzysk w Vancouver i przeżywa prawdziwe oblężenie: mikrofonów, kamer i dziennikarzy. - Czujemy się jak Roman Polański w Gstaad - skarży się mama zawodniczki.
W środę na antenie TVN24 siostra Kornelii Marek mówiła, że nie wie, gdzie przebywa narciarka. - Jest osobą dorosłą, więc może być gdziekolwiek - mówiła Agata Marek.
Pamiętacie te obrazki ze szwajcarskiej willi naszego reżysera, co to je w grudniu pokazywali? Tam było pełno wozów transmisyjnych i kamer. Nasz ostatni tydzień wyglądał tak samo. Cyrk na kółkach.
- Mogę przysiąc, że siostra świadomie tego nie wzięła - broni Korneli Agata... czytaj więcej »
Ona miała zaufanie do lekarza. Ufała mu bezgranicznie.
b. trenerka Kornelii
Choć trudno w Marklowicach wypatrzeć narciarki, w której organizmie stwierdzono obecność EPO, to jednak jej rodzinna miejscowość przeżywa prawdziwe oblężenie. - Zostaliśmy osaczeni we własnym domu. Czujemy się jak Roman Polański w Gstaad - mówi w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mama narciarki.
- Pamiętacie te obrazki ze szwajcarskiej willi naszego reżysera, co to je w grudniu pokazywali? Tam było pełno wozów transmisyjnych i kamer. Nasz ostatni tydzień wyglądał tak samo. Cyrk na kółkach - dodaje i opowiada o "wycelowanych aparatach i kamerach".
Rodzina przyłapanej na dopingu wiele mówić nie chce. Zapewnia jednak, że Kornelia stosowała doping nieświadomie. - Myślicie, że ona świadomie skazała się na tak podły los? - pyta się jej siostra. Po chwili dodaje: Sylwia Jaśkowiec miała tylko krew pobieraną, ale próbki moczu od niej nie wzięli. A dlaczego nie sprawdzili Bjoergen? Dlaczego nie przebadali Szwedek? - ma pretensje Agata Marek.
Trenerka oskarża lekarza
W Marklowicach ma siedzibę klub UMKS, gdzie Marek stawiała pierwsze narciarskie kroki. Podstaw wciąż uczy tam Aleksandra Pustołka, pierwsza trenerka Kornelii. Nie wierzy w winę swojej byłej podopiecznej.
- Ona miała zaufanie do lekarza. Ufała mu bezgranicznie - mówi o Witaliju Trypolskim, medyku naszej ekipy. - Kornelia jest w kadrze trzy lata, nie ma takiej wiedzy, by świadomie przyjąć doping. Tam jest ten Ukrainiec - podkreśla.
Kariera na włosku
Test dopingowy u narciarki wykonano w Vancouver po biegu sztafetowym 4x5 km, w którym Polki zajęły szóste miejsce. Rezultat pierwszego badania był pozytywny.
12 marca, na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono analizę próbki B. Kontrekspertyza potwierdziła wcześniejsze rezultaty - w organizmie Kornelii Marek wykryto erytropoetynę (EPO).