Ohydny wieczór Kowalczyk. "Bjoergen idzie po trupach"
Justyna Kowalczyk w finale sprintu w Drammen idąc łeb w łeb z największą rywalką - Marit Bjoergen - przewróciła się na trasie. Zgłaszała protesty, bo jej zdaniem - to Bjoergen zahaczyła jej nartę i spowodowała jej upadek. - Tak się nie robi. Nie wolno zajeżdżać drogi i łamać kijków. Ale ona ma taki styl. Idzie po trupach - mówiła po feralnym wyścigu Kowalczyk.
Na jednym ze zjazdów Marit Bjoergen chciała wyprzedzić liderkę - Justynę Kowalczyk z prawej strony, Obie zawodniczki jechały bardzo blisko siebie, aż w końcu jedna z nich upadła. Niestety, była to Justyna. Na telewizyjnych powtórkach widać, że Bjoergen przejechała Polce po narcie. Sędziowie wyścigu ocenili jednak, że do żadnego kontaktu nie doszło, protesty naszych na nic się zdały. Tyle tylko, że nawet Bjoergen mówiła, że faktycznie doszło do "kolizji", tyle, że z winy Polki.
Trener Justyny Kowalczyk nie kryje oburzenia po tym, co się wydarzyło na... czytaj więcej »
Nie sądzę aby to zrobiła specjalnie (Marit Bjoergen - przyp. red.). Ale ona ma taki styl. Idzie po trupach. Ja tak nie potrafię. Ja, Marit i kilka dziewczyn, które są na szczycie w naszym sporcie, powinnyśmy się szanować. Czasem trzeba odpuścić, pojechać większym łukiem. Sytuacja może się kiedyś odwrócić
Ze zwycięstwa w sprincie nici. Justyna Kowalczyk upadła w finale na jednym... czytaj więcej »
Złamany kijek Justyny
Justyna Kowalczyk nie ma jednak sobie nic do zarzucenia. Twierdzi, że to Norweżka jechała zbyt agresywnie. Co więcej, oskarża ją o złamanie kijka. - Zdziwiłam się, że Marit tak postąpiła. A po wyścigu nie mogliśmy nic wskórać żadnymi protestami. Większość jury to Norwegowie, powiedzieli, że nie było kontaktu z ciałem. Podobna sytuacja była w Rogli, kiedy Saarinen zajechała drogę Majdić. Od razu ją zdyskwalifikowali, choć Petra nie miała nawet złamanego kijka. A tutaj? - pyta zdenerwowana zawodniczka? - Bjoergen wygrała, gratuluję... - powiedziała z przekąsem w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Jednocześnie jednak, Polka nie uważa, by zachowanie Bjoergen było zaplanowane. - Nie sądzę, aby to zrobiła specjalnie. Ale ona ma taki styl. Idzie po trupach - mówi dosadnie. - Ja tak nie potrafię. Ja, Marit i kilka dziewczyn, które są na szczycie w naszym sporcie, powinnyśmy się szanować. Czasem trzeba odpuścić, pojechać większym łukiem. Sytuacja może się kiedyś odwrócić - odnosi się do momentu upadku szósta zawodniczka czwartkowych zawodów.
Mogła mieć "kulkę"
Gdyby nie ten upadek, Kowalczyk prawdopodobnie wygrałaby zawody. - Dzisiaj praktycznie mogliśmy zakończyć sezon. Cóż, nie zakończyliśmy. Trener na podbiegu krzyczał, żebym oszczędzała się na finisz. I tak robiłam. Zresztą ostatnie metry miałam w czwartek najlepsze, bo było pod górkę. Na 80 procent wygrałabym ten bieg - gdyba narciarka.
Wtedy wygrałaby kolejną małą Kryształową Kulę - w sprincie. Tak, musi o nią dalej walczyć, chociaż jest liderką klasyfikacji. To ostatnie, co jej pozostało - Kryształową Kulę za całokształt już ma, wywalczyła także trofea na długich dystansach. Wygrana w sprincie byłaby wisienką na torcie. A tak - odebrać triumf może jej jeszcze Aino-Kaisa Saarinen, która traci do Polki 104 punkty. Do zdobycia zostało 150.
"Ohydny wieczór"
Oprócz wypadku na trasie, Kowalczyk miała kolejne "przejścia" już po samym biegu. Została zaatakowana przez norweskich dziennikarzy w sprawie dopingu Kornelii Marek. - Dobrze, że norweskie media poczekały chociaż do finiszu. Ale później musiałam przez pół godziny się tłumaczyć za Kornelię. A niby dlaczego ja? Nie rozumiem. Przecież jestem tyle razy badana, jestem na każde zawołanie. Jestem czysta - zapewnia Polka. - Mówiłam, że jesteśmy w dwóch różnych grupach, że ja mam innych doktorów, trenerów czy nawet serwismenów. Że nie trenujemy w tych samych miejscach i tak dalej - tłumaczy.
- Ale dla nich to wymarzona sytuacja. Oni na to, że ja atakowałam o astmę, a teraz przyłapali moją koleżankę na EPO i co ja na to? Co mam powiedzieć? Ja za nią nie odpowiadam. No ale... I to "ale" zostaje razem z wielokropkiem. Zdenerwowałam się. Przez bieg i przez to, co mnie później spotkało. Ohydny wieczór - podsumowała w swoim stylu najlepsza narciarka biegowa świata.