Mecz z Islandią przegrany, ale w głowie Bogdana Wenty cały czas siedzi sobotni półfinał. Na niedzielnej konferencji prasowej szkoleniowiec odczytał specjalne oświadczenie, w którym skrytykował pracę sędziów. Szczypiorniści bardziej skoncentrowali się na przegranej walce o brąz. - Wczoraj zabrano nam obraz mówiący o czystości tego sportu, jakim jest piłka ręczna. Przed każdym meczem na tej hali kapitanowie obu drużyn proszą o wsparcie, fair play, doping, czystość gry. (...) Pytam się - po co? - mówił szkoleniowiec.
"Sport jest, był i będzie, dla mnie najważniejszą częścią mojego życia. Wczoraj zabrano nam obraz mówiący o czystości tego sportu, jakim jest piłka ręczna. Przed każdym meczem na tej hali kapitanowie obu drużyn proszą o wsparcie, fair play, doping, czystość gry. Dla wszystkich – kibiców, zawodników, sędziów. Pytam się - po co?" - czytał oświadczenie Wenta.
"W tym sporcie niewielkie wsparcie powoduje, że trudno znaleźć znowu ochotę do pracy. Ból, który zadano powoduje, że ta rana będzie się długo goiła. Mam nadzieję, że jeśli spojrzy się na to z innej nieco perspektywy, to będzie więcej szacunku dla wszystkich, szczególnie dla zawodników, którzy stoją na boisku" - dodał.
Sport jest, był i będzie, dla mnie najważniejszą częścią mojego życia. Wczoraj zabrano nam obraz mówiący o czystości tego sportu, jakim jest piłka ręczna. Przed każdym meczem na tej hali kapitanowie obu drużyn proszą o wsparcie, fair play, doping, czystość gry. Dla wszystkich – kibiców, zawodników, sędziów. Pytam się - po co?
Ktoś inny decyduje o być, albo nie być, w sytuacji, w której wkładasz w to cały swój wysiłek, jeżeli pracujesz na to codziennie. Jeśli o półfinale, w którym grają dwa zespoły dające z siebie wszystko, gdzie jest niewielka różnica pomiędzy nimi, ktoś inny decyduje, to myślę, że to na tym poziomie nie powinno się zdarzyć.
Jeżeli jeden zespół otrzymuje, po pełnej analizie, dziesięć decyzji, które są odwracane, a drugi zespół tylko jedną, przy wyniku trzema bramkami - to jest to bardzo przykre, jeżeli mówimy o piłce ręcznej.
Wytłumaczenie, że nie widziałem jest dla mnie, jako trenera i byłego zawodnika, zbyt łatwe, zbyt proste. Jeżeli powtarzają się te same historie, jest to jakiś temat tabu. W kuluarach podchodzą do ciebie dziennikarze z różnych krajów, czy obserwatorzy, czy piłkarze, czy byli trenerzy i mówią, że było nie za dobrze. Natomiast oficjalnie się o tym nie mówi. Tym bardziej, że – o ile się nie mylę - od półtora roku jest pewna historia związana z tym tematem dotyczącym piłki ręcznej.
W tym sporcie niewielkie wsparcie powoduje, że trudno znaleźć znowu ochotę do pracy. Ból, który zadano powoduje, że ta rana będzie się długo goiła. Mam nadzieję, że jeśli spojrzy się na to z innej nieco perspektywy, to będzie więcej szacunku dla wszystkich, szczególnie dla zawodników, którzy stoją na boisku.
Podczas mistrzostw świata w Niemczech przy kontuzji Henninga Fritza zrezygnowaliśmy z kary dwóch minut przy złej zmianie zespołu niemieckiego. Wczoraj scena, która miała miejsce – niesportowe zachowanie, bardzo boli sportowców. Bo to trudno wytłumaczyć zawodnikom. Oczywiście ci, którzy prowadzą zawody znaleźli jakiś paragraf tłumaczący, że piłka jest w grze. Jeżeli tak to wygląda, to bardzo nas boli. Ale to już tak na marginesie.
Oświadczenie Bogdana Wenty na koniec ME
Trener Wenta podsumowuje mistrzostwa (nSport/TVN24)
Smutni i wściekli wychodzili z wiedeńskiej Stadthalle polscy szczypiorniści... czytaj więcej »
O samym meczu z Islandią Wenta mówił krótko: - Islandia w pierwszej części gry wiedziała czego chciała, nie kalkulowała, albo nie myślała o stawce spotkania. Nam na boisku nie wychodziło to, co sobie zakładaliśmy. Mieliśmy sporo niepotrzebnych kar, graliśmy 1/3 połowy w osłabieniu. Nie graliśmy tego, co udało się zagrać w drugiej połowie. Graliśmy statycznie, środek nie funkcjonował. Czasem tak jest - stwierdził.
Dwie różne połowy
Zgadzają się z nim piłkarze. - Dziś mieliśmy dwie diametralnie różne połowy. Zbyt statyczna gra w ataku, wyłączyli nasze rozegrania i konsekwencją tego były ich kontry. Szansa była, na pewno nie złożyliśmy broni, ale nie ułożyło się tak jak trzeba - powiedział Artur Siódmiak.
A Bartosz Jurecki dodał: - Po meczu z Chorwacją był pewien rodzaj frustracji, ale nie miało to wpływu na dzisiejszy mecz. Byliśmy skoncentrowani.
Na dokładniejsze podsumowania z pewnością przyjdzie jeszcze czas. - Na pewno nasze aspiracje rosły z meczu na mecz. Końcówka troszkę nieudana, więc teraz, na gorąco, ciężko mi jednoznacznie ocenić nasz występ. Nie wiem, co tym myśleć. Czy to jest sukces, czy porażka... - powiedział na gorąco Krzysztof Lijewski.