JAK I DLACZEGO SIECIOWE HITY ZDOBYWAJĄ POPULARNOŚĆ?
tvn24.pl
Nudny wieczór przed komputerem przerywa ci e-mail z linkiem. „Sprawdź to koniecznie” – pisze znajomy. Klikasz i oglądasz krótki śmieszny filmik, który ktoś wrzucił do internetu. Być może jest to skradający się kot, a może nastolatek śpiewający do kamery hit „Numa Numa”. Pękasz ze śmiechu, ale zaraz zauważasz, że kawałek ktoś zdążył już przerobić. Klikasz dalej i trafiasz na kolejny remiks. Gratulujemy - właśnie trafiłeś w sieć memów, dzięki którym uwielbiamy spędzać nasz czas w internecie.
Podobne filmiki oglądasz do północy, przy okazji podsyłając linki ze swoimi odkryciami setce znajomych. Nabierasz nawet ochoty, żeby dołączyć się do milionów internautów i stworzyć swoją wersję jakiegoś internetowego hitu. Jeśli następnego dnia do pracy pójdziesz nucąc pod nosem piosenkę, którą zagrał kot z maila od twojego znajomego – znaczy, że oberwałeś fenomenem internetu. A właściwie – mówiąc językiem naukowców – internetowym memem.
Epidemia w naszych umysłach
Kazimierz Krzysztofek o teorii memów
Dlaczego coś z pozoru mało interesującego zdobywa ogromną popularność w sieci? Zastanawiają się nad tym nie tylko internauci, ale i naukowcy. – Jedną z naukowych prób wyjaśnienia tego zjawiska jest teoria memów – tłumaczy Kazimierz Krzysztofek, socjolog SWPS. - Mówi ona o tym, że istnieją pewne elementy kultury, które mają silniejsze memy. To one krążą między użytkownikami, oddziałują na nich i są w stanie zawirusować nasze umysły.
Pojęcie "memu" (na wzór genu) wymyślił i opisał już w latach 70. Richard Dawkins w książce o znaczącym tytule „Samolubny gen”. Argumentował on, że kulturowe elementy ewoluują podobnie, jak biologiczne geny, a przenoszone od osoby do osoby idee stają zaraźliwym wzorcem mogącym „zainfekować” ludzkie umysły.
Memem może być więc wszystko, co łatwo powielić – urywek piosenki, taniec, wyrażenie, marka produktu, a nawet według niektórych memetyków – religijne rytuały. Dziś staje się nim jeden z miliona śmiesznych obrazków czy filmów zalewających internet.
Seks czy śmiech?
Kazimierz Krzysztofek o eksplozji twórczości w sieci
Co przykuwa tam naszą szczególną uwagę? – Niektórzy podkreślają, że silne memy mają te teksty kultury, które związane są z popędami – zdradza Krzysztofek. – A więc dobrze ogląda się erotykę, formy przemocy czy inne rzeczy zaspokajające nasze potrzeby fizjologiczne.
Ale jak wyjaśnić to, że z taką lubością przeglądamy w sieci również obrazki z kotami czy piosenki graniczące z obciachem? – Nie łączyłabym tego z samym internetem, ale z tym, że śmiech i żarty to w ogóle kwestia wspólnotowa – mówi Anna Nacher, doktor Instytutu Sztuk Audiowizulanych UJ. – Popularność rzeczy uznanych za obciachowe, bierze się stąd, że ludzie w rzeczywistości zdają sobie sprawę z tego, jak niemądre i kiczowate są te urywki kultury. Wspólny śmiech z czegoś takiego jest sygnałem, że należymy do na tyle inteligentnej grupy, która potrafi ten kicz rozpoznać i mieć z niego dobrą zabawę.
Zostać gwiazdąw jedną noc
Co się dzieje, gdy internetowy hit podchwyci telewizja?
Jak to działa w sieci? Jeśli coś trafi w gusta internautów, spopularyzują to sami. Tak skutecznie, że efekt może przejść wszelkie oczekiwania. Weźmy chociażby historię kultowego filmiku, na którym znany nam już nastolatek sparodiował piosenkę mołdawskiego zespołu ze słynnymi słowami „Numa Numa” w refrenie. Zapewne dostaliście go mailem lub jakiś znajomy pokazał go wam na YouTube, a wy posłaliście go dalej, podobnie jak miliony innych internautów. To właśnie dzięki temu niekontrolowanemu rozprzestrzenianiu Gary Brolsma (tak nazywa się bohater tego wideo) z anonimowego chłopaka, który wygłupił się przed kamerą, stał się w ciągu jednego dnia internetowym celebrytą.
Wszystko dzięki specyficznym prawom sieci. – To, że internet stał się doskonałym środowiskiem do rozprzestrzenia się memów wiąże się z ogromną dynamiką tego medium. W internecie mamy mnóstwo narzędzi, jak chociażby proste linki, które łączą użytkowników w aktywny sposób – wyjaśnia Nacher.
Krzysztofek dodaje: - W internecie dochodzi do tzw. potęgowego rozkładu relacji. Załącznik ze śmiesznym filmem wysłany rano mailem może potencjalnie dotrzeć do miliona ludzi – podsumowuje.
Charakterystyczne dla teorii memów jest również to, co z piosenką zrobili inni internauci. Klocki lego zamiast bohatera teledysku, inny tekst piosenki, łączenie z innymi sieciowymi hitami – to tylko niektóre przykłady. Sam Brolsma komentował tą kreatywność krótko na swoim blogu: „Jesteście szaleni”. Ale internautami nie kierowało szaleństwo, lecz metoda - memetycy wskazują, że jedną z ciekawszych cech memów jest ich zdolność do nieograniczonej mutacji. To dlatego w sieci błyskawicznie po występie Brolsmy zaczęły pojawiać się remiksy i parodie jego piosenki.
– Dzisiejszy internet zachęca nas do aktywności i sprawia, że z użytkowników stajemy się twórcami – tłumaczy Nacher. – Chodzi tu pojęcie Web 2.0, które na stałe weszło już do języka popularnego i teorii. Ta nowa sytuacja w sieci sprawia, że chcąc nie chcąc jego użytkownicy mimowolnie stają się współtwórcami kultury. Bo nie tylko przekazujemy sobie śmieszne filmiki, ale również je remiksujemy, komentujemy i tworzymy ich parodie.
Maszyna memowa nas zniszczy?
Niektórzy specjaliści uważają, że człowiek stał się swoistą maszyna, służącą jedynie rozprzestrzenianiu, a rezultacie przetrwaniu memów. – Memy używają ludzkiego mózgu jako swojej maszyny kopiującej – twierdzi brytyjska naukowiec Susan Blackmore. A internet tylko to potęguje, ponieważ nie jesteśmy w stanie go całkowicie kontrolować.
Czy zamieniamy się w maszyny? – Nie byłabym taką pesymistką – mówi Nacher. – Większość tego co dzieje się w sieci, zależy nadal od naszych zachowań. To ciągle my dzięki naszym wyborom, ocenom, tagowaniu, decydujemy o tym , co jest popularne w sieci.
Monika Borycka, zdjęcia Wojciech Bojanowski//ola, mat/k
JEŚLI MACIE PROPOZYCJE FILMIKÓW, KTÓRE WARTO POKAZAĆ, PISZCIE I PRZESYŁAJCIE LINKI NA ADRES portal@tvn24.pl lub kontakt@tvn24.pl