7.08 | - To zaprzysiężenie było wynikiem śmierci mojego... » 06.08. | Uroczysty meldunek, a także powitanie chlebem... » - Żeby wiedzieć dokąd się zmierza, trzeba wiedzieć skąd... » - Żeby wiedzcie dokąd się zmierza, trzeba wiedzieć skąd... » 6.08 | - Panie prezydencie, zdajemy sobie sprawę, ile... » 06.08 | Dziś prezydent przychodzi do swojego domu,... » 06.08 | Komorowski zaprzysiężony na prezydenta Polski.... » 06.08 |Wnętrza Pałacu Prezydenckiego uważane są za... » | | Tagi: prezydent, polityka19:50, 02.01.2011 /TVN24 Bartoszewski: lekceważąc prezydenta, pluje się na siebieWŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI O POLSKIEJ POLITYCE- Lekceważąc głowę państwa pluję w lustro, pluję w siebie - stwierdził w "Faktach po Faktach" w TVN24 Władysław Bartoszewski. Doradca premiera w ten sposób skomentował spory polityczne w Polsce. Wyraził jednak nadzieję, że jest ona sytuacją przejściową. Bartoszewski wspominał ofiary najtragiczniejszego wydarzenia 2010 roku - katastrofy prezydenckiego samolotu, w której zginęło 96 osób.
- Było tam kilka osób, z którymi byłem wyjątkowo zaprzyjaźniony, szereg osób, z którymi pracowałem w bardzo dobrych stosunkach, szereg innych znałem przelotnie. Ale w sumie 1/3 ofiar to byli ludzie, których dobrze znałem. Wśród nich jeden z moich najukochańszych studentów, najwierniejszych, niezłomnych - Janusz Krupski, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. (...) Był bardzo bliskim mi człowiekiem Ryszard Kaczorowski, 90-letni były prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie - mówił Bartoszewski.
Kolejną wspomnianą przez niego osobą był Stanisław Komorowski. Władysław Bartoszewski o Lechu Kaczyńskim (TVN24)
- Człowiek, o którym mogę powiedzieć, że byłem z nim podwójnie blisko, bo jestem zaprzyjaźniony też z jego matką Wiolettą, żyjącą do dziś, niespełna 16-letnią uczestniczką Powstania Warszawskiego - zaznaczył.
Bartoszewski mówił też o dyplomacie Andrzeju Kremerze, Andrzeju Przewoźniku czy Adrkadiuszu Rybickim. - Wymieniam tylko kilku, ale oczywiście byłoby kilku innych jeszcze na tej liście. Nie nadążałem na chodzenie na indywidualne pogrzeby. Chodziłem na kilka, na wszystkich być już nie mogłem. Mimo mojego wieku uważałem, że skoro w tym wieku mam jeszcze siłę, to powinienem być - tłumaczył.
I dodał: - Ostatecznie znałem również, choć nie był to człowiek szczególnie mi bliski, prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego żonę. Miałem z nim bardzo dobre stosunki w okresie, kiedy był prezydentem miasta Warszawy, a ja byłem jego umownie zobowiązanym na piśmie doradcą w sprawach najnowszej historii Polski w okresie tworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego, co uważam do dziś za główną jego - w moim rozumie i ocenie dziennikarsko-historycznej - zasługę.
O lojalności wobec głowy państwa"Decyzje głowy państwa oceni historia" (TVN24)
Były minister spraw zagranicznych podczas rozmowy został zapytany także o tzw. wojnę polsko-polską, która "wybuchła" po wyborach prezydenckich. Bartoszewski ma nadzieję, iż jest ona "chwilowa i przejściowa".
- Może to opiera się o moją filozofię, bo ja jako obywatel (...), kiedy w 1990 roku były wybory prezydenckie i wybrano prezydentem Lecha Wałęsę, przy udziale dwóch młodych i stosunkowo mało znanych polityków Jarosława i Lecha Kaczyńskiego, byłem zwolennikiem Tadeusza Mazowieckiego. Ale w drugiej turze wobec zagrożenia i nieoczekiwanym wyjściu na drugie miejsce Stanisława Tymińskiego, człowieka znikąd o nieznanym życiorysie, oczywiście głosowałem na Lecha Wałęsę - opowiadał profesor. Po wygranej Wałęsy Kaczyńscy zostali jego współpracownikami. Później, jak przypomniał Bartoszewski, doszło do "pęknięcia wewnętrznego".
- Były demonstracje przeciwko Lechowi Wałęsie, spalenie kukły prezydenta - powiedział Bartoszewski, po czym podkreślił: - Byłem dogłębnie obrażony. Byłem ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w kraju trzecim. I miałem reprezentować prezydenta, rząd, parlament, państwo i wszystkich Polaków, bo tak rozumiem obowiązki ambasadora. I musiałem cudzoziemcom tłumaczyć, co się dzieje w Warszawie, że Polacy palą kukłę prezydenta.O prezydencji w Unii i relacjach z Rosją (TVN24)
- Byłem przy następnym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskiego, na którego nie głosowałem, bo głosowałem na Wałęsę. Na znak mojego sprzeciwu, odszedłem z rządu. Nie chciałem być w rządzie, który według ówczesnego porządku konstytucyjnego dawał szczególną podległość ministra spraw zagranicznych [którym był Bartoszewski - red.] prezydentowi. Prezydent-elekt zapytał mnie, dlaczego to robię. Powiedziałem: "bo nie chcę panu podlegać". Powiedziałem szczerze, co nie znaczy, że z chwilą kiedy został zaprzysiężony, kiedykolwiek go obraziłem publicznie lub prywatnie, kiedykolwiek wystąpiłem przeciwko głowie państwa szyderstwem albo zlekceważeniem - kontynuował.
Bartoszewski podkreślił, że "lekceważąc głowę państwa pluje w lustro, pluję w siebie". - Opluwam Polskę i Polaków, w tym Polaka mojego pokolenia. Pluję w lustro - ja używam tego określenia podając motywy: ja byłem przeciw przy obu prezydentach, kiedy byli wybierani. To nie znaczy, że nie byłem lojalny przy nowym porządku konstytucyjnym po 1997 roku, kiedy zostałem ministrem spraw zagranicznych w gabinecie Jerzego Buzka. Respektowałem w pełni prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
"Oceni historia"
Bartoszewski, mówiąc o wydarzeniach ubiegłego roku, odniósł się także do krytyki, jaka spadła na prezydenta Bronisława Komorowskiego, m.in. za zaproszenie generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jest niedopuszczalne wychowawczo i demoralizujące, aby dawać młodzieży przykład, że nie mówi się 'pan prezydent Rzeczypospolitej Polskiej' albo 'pan premier rządu'". prof. Władysław Bartoszewski
- Bronisław Komorowski jest głową państwa. Decyzje głowy państwa historia oceni jako słuszne, inne może jako niesłuszne - oświadczył i dodał: - Postać tak wielka w historii Polski jak marszałek Józef Piłsudski jest oceniania przez historyków bardzo różnie - skomentował był minister.
Podkreślił przy tym, że uważa za "niedopuszczalne wychowawczo i demoralizujące, aby dawać młodzieży przykład, że nie mówi się 'pan prezydent Rzeczypospolitej Polskiej' albo 'pan premier rządu'".
Priorytety: prezydencja w UE i stosunki z Rosją
Bartoszewski przyznał jednak, że rok 2010 poza "tragediami, wewnętrznymi kłopotami i problemami, takimi żywiołowymi jak trzy czy nawet cztery powodzie", był rokiem przygotowania do objęcia przez Polskę prezydencji w UE. Według niego, jej dobre wykonanie przyczyni się do międzynarodowego umocnienia roli kraju.
Dla realizacji przedsięwzięć rządowych potrzebna jest stabilność urzędu prezydenta (...) i stabilność partii rządzących. Mogą być różne koalicje, ale ja życzyłbym Polsce trwałości rządów. Bartoszewski życzy stabilizacji
Bartoszewski powiedział też, że ważnym zadaniem stojącym przed Polską jest poprawienie stosunków z Rosją. - Ja nie mówię o przyjaźni, ja nie mówię o pojednaniu. Ja mówię o przezwyciężeniu przepaści, o wyjściu z dna, o pójściu do przodu - wyjaśnił. I dodał: - Nie jest potrzebna miłość, potrzebna jest solidność, potrzebna jest wiarygodność. (...) Federacja Rosyjska nie jest w naszej najbliższej rodzinie, czyli w Unii ani w NATO. Ale i w Unii i w NATO bardzo dużą rolę odgrywa przy ocenie pozycji i wiarygodności Polski umiejętność układania sobie stosunków z tym wielkim i trudnym sąsiadem.
"Stabilizacji" - na 2011 rok
Na koniec rozmowy Bartoszewski na 2011 rok życzył Polakom "stabilizacji".
- Dla realizacji przedsięwzięć rządowych potrzebna jest stabilność urzędu prezydenta (...) i stabilność partii rządzących. Mogą być różne koalicje, ale ja życzyłbym Polsce trwałości rządów. Raz, przez dobrych kilka lat, aby można było zrealizować kilka przedsięwzięć, które się realizuje w trudzie, ale jednak realizuje - podsumował.
nsz/mtom
05.08.2011 | ~gilten pan...budzi we mnie moralną odrazę....ktoś tak podły... nie ... |